24 maja 2018 |
0
Tomasz Barnaś, b. instruktor nauki i techniki jazdy, egzaminator w MORD Kraków (fot. ze zbiorów TB)
W Warszawie, 8 czerwca 2018 r. odbędzie się Kongres Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy 2018 - “Standard, kompetencje, bezpieczeństwo”. Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS jest jednym z patronów medialnych tego wydarzenia. Rozmawiamy z uczestnikami spotkania. Chcemy przybliżyć ich sylwetki i poglądy, opinie itd. itp. Dziś jeden z najmłodszych egzaminatorów, z doświadczeniem instruktorskim. Rozmawiam z Tomaszem Barnasiem, egzaminatorem Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie.
Pytanie: W branży od 10 lat – zdradzę, ma Pan 34 lata - i aktualnie jest Pan egzaminatorem w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego. Może kilka zdań o drodze, która doprowadziła Pana właśnie na ul. Nowohucką 33a w Krakowie.
Odpowiada Tomasz Barnaś: Fajnie jest w życiu robić to, co się lubi. Jazda samochodami i motocyklami sprawiała mi zawsze dużo przyjemności. Postanowiłem zostać instruktorem nauki jazdy, aby mieć okazję zarażać swoimi zainteresowaniami moich kursantów. Przekazywanie krok po kroku wiedzy i umiejętności, kształtowanie prawidłowych nawyków i zachowań na drodze tak, aby potem otrzymać wiadomość o pozytywnym wyniku egzaminu mojego podopiecznego dostarczało mi niesamowitej frajdy.
Miałem również szansę spróbować swoich sił jako instruktor techniki jazdy w Ośrodkach Doskonalenia Techniki Jazdy. Praca z doświadczonymi kierowcami niosła za sobą ogromne obopólne korzyści, które w moim przypadku procentują do dziś. Jazda po płytach poślizgowych, po wyznaczonych torach i trasach, aranżowanie wielu różnych trudnych do przewidzenia sytuacji pozwoliło mi również wzbogacić mój warsztat.
W pewnym momencie pojawiła się okazja, aby rozpocząć pracę w charakterze egzaminatora, czyli przejść jak gdyby na „drugą stronę barykady”. Taka zmiana roli była dla mnie początkowo bardzo trudna. Inny charakter pracy, inne podejście do klienta, wymagało zmiany dotychczasowego zachowania. Musiałem zacząć wymagać tego, czego do tej pory sam starałem się nauczyć. I tak już od paru lat próbuję wykorzystać szansę, którą kiedyś dostałem. Dodatkowo prowadzę również zajęcia na kursach przygotowawczych dla kandydatów na instruktorów i egzaminatorów oraz coroczne warsztaty zawodowe dla instruktorów nauki jazdy. Pozwala mi to i jednocześnie zmusza do pozostawania w miarę na bieżąco ze zmieniającymi się przepisami.
Pytanie: Czy to pasja?
Odpowiada Tomasz Barnaś: Może nie użyłbym aż takiego określenia, jednak zdecydowanie mogę powiedzieć, że lubię tę robotę. Oczywiście bywają lepsze i gorsze chwile. Praca z ludźmi, pod dość dużym obciążeniem, częste podejmowanie mało popularnych decyzji jakimi są oceny negatywne z egzaminu, czasami powodują trudne momenty. Mój zawód wymaga bardzo dużo cierpliwości, empatii, ale i stanowczości. Staram się sprostać zadaniu.
Pytanie: Często pytam pracujących w tej branży jak rozumieją swoją odpowiedzialność za bezpieczeństwo na drogach?
Odpowiada Tomasz Barnaś: Jako egzaminator nie mam już aż tak dużego wpływu na kształtowanie prawidłowego zachowania wśród nowych kierowców. Przez kilkadziesiąt minut egzaminu nie poznam bardzo dokładnie podejścia kursanta do ruchu drogowego. Tutaj najważniejszą rolę pełni instruktor. To on poprzez odpowiednie poprowadzenie szkolenia może w największym stopniu wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa drogowego. Egzamin to ostatni etap w uzyskiwaniu uprawnień do kierowania pojazdami. Sprawdzenie umiejętności kursanta. Po każdym spotkaniu z kandydatem na kierowcę, niezależnie od wyniku staram się bardzo skrupulatnie podsumować jego poczynania na drodze. Wskazuję to, co mi się podobało oraz to, nad czym należy jeszcze popracować. Ufam, iż w przypadku szczególnie oceny pozytywnej takie zwrócenie uwagi na drobne niedociągnięcia pozwoli na uniknięcie niebezpiecznych sytuacji w przyszłości. Każdy z nas popełnia błędy, żadna jazda nie będzie idealna i wzorcowa. Wydaje mi się, że w egzaminie chodzi o to, aby wychwycić te nieprawidłowości, które póki co uniemożliwiają samodzielne poruszanie się po drodze i jednocześnie inaczej spojrzeć na te, które aż takiego dużego wpływu na nasze bezpieczeństwo nie mają. Często dosadny komentarz i słowna reprymenda wywołają lepszy skutek niż ocena negatywna.
Pytanie: Wróćmy do Krakowa. Poproszę o radę/y dla zdających egzaminy na prawo jazdy.
Odpowiada Tomasz Barnaś: Należy przede wszystkim wybrać dobrego instruktora. Niestety, na przestrzeni lat obserwuję, że głównym wyznacznikiem wyboru ośrodka szkolenia jest cena kursu. Im niższa, tym lepsza. Jednak często za niską ceną ukryta jest również niska jakość świadczonych usług. Dobry kurs musi kosztować, dobry instruktor musi być odpowiednio wynagradzany na swoją bardzo trudną i odpowiedzialną pracę. Skoro staracie się Państwo o uprawnienie na całe życie jakim jest prawo jazdy, to może nie warto oszczędzać. Wszystkie kursy powinny być prowadzone pod kątem NAUKI JAZDY, a nie nauki zdania egzaminu i spełnieniu minimalnych wymogów instrukcji egzaminowania. A z tym niestety różnie bywa.
Niestety czasami się zdarza, iż do egzaminu przystępuje osoba, która nie potrafi zapanować nad samochodem. Brak umiejętności operowania kołem kierownicy, sprzęgłem, biegami oraz gazem rażąco odbiega od niezbędnego minimum. Są to błędy, które ewidentnie wskazują na niedociągnięcia na etapie przygotowania na kursie nauki jazdy. Te, tylko z pozoru błahe rzeczy, wpływają na bezpieczeństwo i komfort podróżowania i nie mogą być pomijane na etapie szkolenia. To tak, jakby ktoś chciał się nauczyć biegać, nie umiejąc chodzić. Pełna kontrola nad poruszającym się w ruchu drogowym pojazdem daje poczucie panowania nad sytuacją, pozwala przewidzieć różne niebezpieczne momenty i odpowiednio na nie zareagować.
Podchodząc do egzaminu proszę nie uważać, że każdy egzaminator tylko czeka, aby kogoś „oblać”. Egzaminator też człowiek (choć wiem, że opinie są różne). Przecież Wasi instruktorzy wydając zaświadczenie o ukończeniu szkolenia sami uważają, że umiecie bezpiecznie poruszać się po drodze. Jazda na egzaminie nie ma się różnić od normalnej jazdy w ruchu drogowym. Po prostu przyjdźcie do WORD-u aby przejechać się samochodem. Pokażcie nam Państwo: tak będę jeździć i proszę mi dać prawo jazdy, bo wiem, bo umiem, bo potrafię.
Czasami słyszę od kursantów, że przyszli na egzamin tylko po to, żeby zobaczyć „jak to tu jest” z góry zakładając niepowodzenie. W takiej luźniej rozmowie sami przyznają, że jeszcze nie czują się na siłach, aby samodzielnie prowadzić pojazd. To może lepiej przeznaczyć ten czas i pieniądze na dodatkowe lekcje z dobrym instruktorem, aby poprawić błędy. W momencie, w którym sami Państwo poczujecie się na siłach, poczujecie, że auto się was słucha i jesteście w stanie zapanować nad nim w typowych sytuacjach drogowych, zapiszcie się na egzamin. Życzę Wam, aby egzaminatorzy zawsze potwierdzali Wasze odczucia.
Pytanie: Czyli mamy tutaj jednocześnie radę/y dla instruktorów nauki jazdy, aby zwrócili specjalną uwagę na elementy techniki jazdy. Może kilka konkretów?
Odpowiada Tomasz Barnaś: Operowanie kierownicą niestety czasami stanowi dość duży problem. Poprzez brak umiejętności prawidłowego ułożenia rąk na kole kierownicy podczas różnych etapów skrętu i zmiany kierunku jazdy mamy do czynienia z brakiem panowania nad odpowiednim torem jazdy np. przez skrzyżowania. Popularnie i potocznie nazywane „dojenie kierownicy” zamiast pożądanej zamiany rąk powoduje, iż jazda przypomina bardziej „celowanie w asfalt”, a nie realne prowadzenie samochodu.
Umiejętność prawidłowego wykonania tzw. hamowania silnikiem również przysparza wielu problemów. Należy przypomnieć, iż kilka lat temu ustawodawca zastąpił dość enigmatyczne sformułowanie „zgodnie z techniką jazdy” dwoma dodatkowymi zadaniami na egzaminie państwowym. Mam na myśli tu zadanie nr 26 i 27 w tabeli nr 7 załącznika nr 2 do Rozporządzenia w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami (……) czyli zmianę biegów właściwą dla jazdy energooszczędnej oraz korzystanie z momentu obrotowego silnika podczas hamowania. Zmiana biegów zazwyczaj nie stanowi kłopotu. Czasami czwarty bieg włączany jest tak na siłę i za wszelką cenę (np. przy 35 km/h). Jednak tu wystarczy delikatne zwrócenie uwagi i problem zwykle znika. Gorzej wygląda wykorzystanie momentu obrotowego. Brzmi groźnie, ale cała zasada opiera się na użyciu sprzęgła w ostatniej fazie hamowania. Dla przykładu: poruszamy się z prędkością 45 km/h, w oddali widzimy czerwone światło po prostu ściągnijmy nogę z gazu, a sprzęgło wciśnijmy tuż przed samym zatrzymaniem pojazdu. Nie ma potrzeby redukowania biegu na drugi w takim przypadku. Wspomniana redukcja przyda się przed wejściem w zakręt, aby dostosować bieg do prędkości, z którą ten zakręt będziemy pokonywać lub gdy będzie możliwość dalszej jazdy, tyle że z mniejszą szybkością. Ustawodawcy bez wątpienia chodziło o prawne wyeliminowanie i usankcjonowanie bardzo niebezpiecznego procederu, jakim było wciskanie sprzęgła na samym początku hamowania. Wydłużeniu ulega droga zatrzymania w takim przypadku, zwiększa się możliwość poślizgu i całą pracę związaną ze zmniejszaniem prędkości przejmuje na siebie układ hamulcowy, który może ulec nadmiernemu przegrzaniu.
Na szczęście wspomniane wyżej problemy stanowią coraz mniejszy margines. Można zaobserwować poprawę w tej kwestii, większą świadomość wśród instruktorów oraz wśród kursantów. To dobrze rokuje na przyszłość.
Pytanie: Ostatnio w mediach, też na łamach naszego tygodnika, publicyści i eksperci ruchu drogowego sugerują, iż już najwyższy czas na zmiany w kodeksie drogowym, na jego zaktualizowanie, wprowadzenie nowości itd. Co Pan chciałby zmienić w ustawie – Prawo o ruchu drogowym?
Odpowiada Tomasz Barnaś: Nie będę tu bardzo odkrywczy jak stwierdzę, iż Ustawa Prawo o Ruchu Drogowym nie jest dokumentem idealnym. Ma wiele luk, niedociągnięć i wzajemnych sprzeczności. Na słowo „RONDO” wiele osób związanych z branżą wzrusza ramionami i na pytanie, jak należy tam jeździć odpowiada: „bezpiecznie”. Brak szczegółowych warunków prawnych, określenia konkretnymi przepisami kanonu zachowań na skrzyżowaniach z ruchem okrężnym prowadzi do wielu nieporozumień i jest szalenie niebezpieczne dla zwykłego kierowcy. Niedopuszczalna jest sytuacja, że w Polsce południowej interpretacja prawidłowego przejazdu i zmiany kierunku jazdy na takim skrzyżowaniu jest inna niż w północnej części naszego kraju.
Kolejny przykład związany jest z wykonywaniem manewru zawracania na skrzyżowaniu drogi jednojezdniowej z dwujezdniową i kwestia pierwszeństwa przejazdu. Przecież określanie kolejności przejazdu przez tego typu miejsca nie może budzić żadnych wątpliwości. Niekwestionowany autorytet z dziedziny przepisów ruchu drogowego Pan Zbigniew Drexler niejednokrotnie sam wskazywał na pewien bałagan prawny w tej kwestii i proponował, aby wspomniane zmiany i uregulowania doszły w końcu do skutku.
Ostatnia kwestia, którą chciałbym poruszyć jest dość dobrze określona w przepisach i nie budzi wątpliwości jednak z moich obserwacji wynika, iż stanowi duży problem dla przeciętnego kierowcy. Wyjazd z „drogi wewnętrznej” i obowiązek ustąpienia pierwszeństwa przejazdu w związku z manewrem włączania się do ruchu (art. 17 ust PoRD). Kierowcy bardzo często zapominają o tym przepisie lub go po prostu nie znają. Mam wątpliwości, co do zasadności tego zapisu. Czy, aby na pewno konieczne jest, aby wyjazd z tego rodzaju drogi nazywać włączaniem się do ruchu i nakładać przez to obowiązek ustępowania pierwszeństwa innemu pojazdowi lub uczestnikowi ruchu? Dodam, iż na osiedlowych uliczkach roi się od tego typu sytuacji. Sprawę komplikuje jeszcze dodatkowo brak spójności w oznaczeniu takich miejsc (żeby nie nazwać skrzyżowań). Czasami znak D-47 lub D-53 widnieje sam, a czasami w towarzystwie znaku A-7 lub B-20 na „jednym słupku” lub też z kliku metrowym przesunięciem, a w skrajnych przypadkach wraz ze znakiem D-1. Przeciętny kierowca niejednokrotnie zastanawia się nad odpowiednim zachowaniem w opisanych sytuacjach. Mało tego, policjanci, którzy rozstrzygają kwestię odpowiedzialności za zdarzenie drogowe, często w rozmowach przyznają, że sami mają wątpliwości co zarządca drogi miał na myśli umieszczając taką, a nie inną sekwencję znaków. Włączał się do ruchu, czy obowiązywał go znak dotyczący pierwszeństwa? Wydaje mi się, że prawo powinno być dla ludzi. Nigdy odwrotnie. Uważam, że z powodzeniem można by było odejść od wspomnianych zapisów i zastąpić je jednym uniwersalnym przepisem, a kwestii, czy poruszamy się po drodze publicznej czy też niepublicznej nie łączyć z koniecznością ustępowania pierwszeństwa. Byłoby znacznie prościej, a przez to bezpieczniej.
Pytanie: Dzień 8. czerwca br. jesteśmy w Sali konferencyjnej „La Cantina” PGE Narodowego. O czym chciałby Pan rozmawiać na forum trwającego wówczas Kongresu Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy 2018 - “Standard, kompetencje, bezpieczeństwo”?
Odpowiada Tomasz Barnaś: Bardzo się cieszę, że będę miał okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Jestem głęboko zaciekawiony dyskusją i wyjaśnieniami dotyczącymi kolejnej daty wejścia w życie przepisów, które mają obowiązywać świeżo upieczonych kierowców i nie tylko. Pisząc te słowa wiem, iż kolejny raz odroczono ten moment. Tym razem na bliżej nieokreśloną przyszłość. Wielka szkoda. Z moich obserwacji wynika, że taka niepewność nie poprawia bezpieczeństwa. Przed każdą nową datą obowiązywania nowych przepisów ośrodki szkolenia przeżywają oblężenie. Wszyscy widzieliśmy to na przestrzeni kilku ostatnich lat. Każdy chce zdążyć przed zmianami. Przemęczeni instruktorzy, którzy starają się „wyjeździć godziny”, kursanci, którzy zapisują się na jazdę, bo akurat jest miejsce, zapominają o metodyce nauczania i o tym, że nauka jazdy to cały proces. Wymaga czasu, przemyśleń, praktyki. Wydłużające się terminy oczekiwania na egzamin państwowy (nierzadko miesięczne) dodatkowo negatywnie wpływają na jakość przygotowania kandydatów na kierowców. Ewidentnie ilość wypiera jakość.
Nowe przepisy wydają się słuszne w swym założeniu. Zajęcia na torach doskonalenia techniki jazdy pozwalają zwiększyć świadomość i uczą pokory. Okres próbny pomoże nabrać wprawy i na pewno uspokoi nadmiar emocji wśród młodych kierowców. Nowy system nakładania punktów karnych za wykroczenia wydaje mi się dużo lepszym rozwiązaniem. Pytanie tylko, czy tego wszystkiego nie da się wprowadzić z pominięciem systemu CEPIK, który jest głównym powodem kolejnego przesuwania terminów wejścia w życie przepisów ustawy.
Dziękuję za rozmowę. Pytania zdała - J. Michasiewicz (red. nacz. tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS)
Komentuj →
23 maja 2018 |
0
Maciej Wroński, prawnik, prezes związku pracodawców TRANSPORT LOGISTYKA POLSKA (fot. Jolanta Michasiewicz)
Pytanie: Sejm RP na swoim 62. Posiedzeniu - w trybie ekspresowym - uchwalił ustawę z dnia 9 maja 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. Wśród znowelizowanych przepisów zmiana terminu uruchamiania poszczególnych funkcjonalności systemu CEPiK 2.0. I tak od ogłoszonego przez ministra cyfryzacji komunikatu określającego datę uzależnione będzie stosowanie nowych przepisów ustawy o kierujących pojazdami, zmieniających dotychczasowe zasady i procesy dotyczące nabywania uprawnień i nadzorowania kierujących. A tu: wprowadzenia okresu próbnego, obowiązków dla młodych kierowców (np. kursu w ODTJ i kursu dokształcającego w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego - w WORD); też nowych zasad sposobu punktowania, gromadzenia w ewidencji kierowców ich danych (np. profil kandydata na kierowcę), przeniesienia do centralnej ewidencji kierowców danych o naruszeniach dotychczas gromadzonych w ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego prowadzonej przez Policję.
O komentarz poprosiłam Mariusza Sztala, Marka Górnego, Filipa Gregę, Sławomira Moszczyńskiego, Piotra Leńczowskiego, Tomasza Kulika, Jana Szumiała, Monikę Witek, Krzysztofa Klejnę, Jerzego Wasilewskiego, Adama Knietowskiego, Tomasza Matuszewskiego, Bogdana Sarnę, Pawła Żurawia oraz Macieja Wrońskiego. Zawodowych instruktorów nauki jazdy i techniki jazdy, byłych instruktorów, egzaminatorów, prawników, ludzi z pasją działających na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, ekspertów i autorów.
W Dzienniku Ustaw w dniu wczorajszym pod pozycją 957 właśnie opublikowana została Ustawa z dnia 9 maja 2018 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw.
Jolanta Michasiewicz, red. nacz. tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS
Komentuje Maciej Wroński. Wiadomość o kolejnym odroczeniu wejścia w życie części przepisów ustawy o kierujących pojazdami przyjąłem bardzo źle. Niestety oznacza ona, że praktycznie ani jedno rozwiązanie proponowane przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w 2002 r nie zostało przez ponad 15 lat wdrożone. Przypomnę w tym miejscu, że wśród tych rozwiązań, nawiązujących do najlepszych praktyk w Polsce, w Europie oraz w innych państwach o wysokim stopniu rozwoju motoryzacji, miały być m.in.:
- obowiązkowa edukacja komunikacyjna dla dzieci i młodzieży szkolnej, w tym karta rowerowa dla każdego ucznia szkoły podstawowej,
- obowiązkowe badania psychologiczne dla osób ubiegających się o prawo jazdy kategorii A i B,
- możliwość szkolenia w formie jazdy z osobą towarzyszącą dla młodzieży od 16 roku życia,
- obowiązkowy nowy moduł szkolenia i egzaminowania obejmujący jazdę poza obszarem zabudowanym,
- druga faza szkolenia dla osób, które uzyskały prawo jazdy obejmująca zajęcia praktyczne i teoretyczne.
Zamiast tych i innych sprawdzonych rozwiązań mamy dziś dotychczasowy konserwatywny model szkolenia i egzaminowania kierowców obowiązujący w praktyce od połowy lat 90-tych. Model, który cechują rozbudowane do granic absurdu obowiązki administracyjno-informacyjne zarówno dla osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, jak i dla instruktorów oraz kierowników ośrodków szkolenia kierowców. Model okraszony rozwiązaniami teleinformatycznymi, służącymi… do zarabiania pieniędzy przez dostawców systemu oraz do pozorowania „nowoczesności”. Model represyjny, gdzie za naruszenia wyłącznie formalnych zasad szkolenia można bardzo łatwo stracić uprawnienia zawodowe instruktora, jak i zamknąć ośrodek szkolenia. Model, w którym jednym z najważniejszych problemów stają się kwestie formalne, nie mające nic wspólnego z bezpieczeństwem ruchu drogowego, takie jak sposób sygnalizowania manewrów na rondzie. MODEL, KTÓRY COROCZNIE PRODUKUJE SPRAWCÓW I OFIARY PRAWIE NAJWIĘKSZEJ LICZBY WYPADKÓW DROGOWYCH W EUROPIE!
Maciej Wroński, prawnik, prezes związku pracodawców TRANSPORT LOGISTYKA POLSKA
Komentuj →
22 maja 2018 |
0
Paweł Żuraw, instruktor z praktyką egzaminatorską, nauczyciel akademicki (fot. Jolanta Michasiewicz)
Pytanie: Sejm RP na swoim 62. Posiedzeniu - w trybie ekspresowym - uchwalił ustawę z dnia 9 maja 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. Wśród znowelizowanych przepisów zmiana terminu uruchamiania poszczególnych funkcjonalności systemu CEPiK 2.0. I tak od ogłoszonego przez ministra cyfryzacji komunikatu określającego datę uzależnione będzie stosowanie nowych przepisów ustawy o kierujących pojazdami, zmieniających dotychczasowe zasady i procesy dotyczące nabywania uprawnień i nadzorowania kierujących. A tu: wprowadzenia okresu próbnego, obowiązków dla młodych kierowców (np. kursu w ODTJ i kursu dokształcającego w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego - w WORD); też nowych zasad sposobu punktowania, gromadzenia w ewidencji kierowców ich danych (np. profil kandydata na kierowcę), przeniesienia do centralnej ewidencji kierowców danych o naruszeniach dotychczas gromadzonych w ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego prowadzonej przez Policję.
O komentarz poprosiłam Mariusza Sztala, Marka Górnego, Filipa Gregę, Sławomira Moszczyńskiego, Piotra Leńczowskiego, Tomasza Kulika, Jana Szumiała, Monikę Witek, Krzysztofa Klejnę, Jerzego Wasilewskiego, Adama Knietowskiego, Tomasza Matuszewskiego, Bogdana Sarnę, Pawła Żurawia. Zawodowych instruktorów nauki jazdy i techniki jazdy, byłych instruktorów i egzaminatorów, ludzi z pasją działających na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, ekspertów i autorów. Dziś kolejna - piąta -część komentarzy. Czekamy także na Państwa wypowiedzi: tygodnik@prawodrogowe.pl
Jolanta Michasiewicz, red. nacz. tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS
Komentuje Paweł Żuraw. Będąc poproszonym o komentarz w sprawie przepisów związanych z systemem CEPIK 2.0, przyznam, że mam dylemat, w którym kierunku nakreślić swoją wypowiedź. Z jednej strony w głowie pojawiają się słowa krytyki, że to wszystko tak długo trwa i każdego roku propozycje zmian są odkładane, z drugiej zaś poszukuję racjonalnego wytłumaczenia dlaczego tak się dzieje i jakie są motywy działań decydentów. Aby móc lepiej tą kwestię zrozumieć, warto byłoby na nią spojrzeć nieco szerzej.
Osobiście wyznaję zasadę, że w swoich opiniach trzeba być sprawiedliwym i nietendencyjnym. Dlatego w myśl tego założenia doceniam poczynania Ministerstwa Infrastruktury związane z szeroko rozumianym transportem. Jako obywatel, któremu leży na sercu dobro i rozwój swojej ojczyzny, popieram wszelkie programy strategiczne (w obszarze transportu), które obecnie są w Polsce realizowane i planowane, w tym: Program Budowy Dróg Krajowych, Program Rozwoju Kolei, a także starania związane z rozwojem transportu lotniczego. Dobre projekty i pomysły trzeba chwalić i wspierać. Nie wypada o nich źle mówić. Byłoby to nieuczciwe i niesprawiedliwe.
Nie mogę jednak zrozumieć ciągnących się latami obietnic, planów i niezrealizowanych propozycji w sferze szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców. Ta jakże wrażliwa przestrzeń życia społecznego, od długiego już czasu jest niestety przez ministerstwo - zarządzane przez różne ekipy polityczne - marginalizowana. Brakuje spójnych koncepcji rozwojowych, a także realnych propozycji, które przyczyniłyby się do zreformowania i unowocześnienia systemu szkoleniowo-egzaminacyjnego. Reforma tego systemu mogłaby wpłynąć na rozwój ośrodków szkolenia kierowców oraz ośrodków egzaminacyjnych. Tym samym, wszelkie działania innowacyjne, znacząco mogłyby przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Powróćmy do sprawy przepisów dotyczących CEPIK-u i okresu próbnego dla młodych kierowców. Rzeczywiście, ta z pozoru prosta sprawa staje się niebywale skomplikowanym problemem. Obiecywane propozycje zmian są odkładane w czasie, irytując tym samym całe środowisko osób zajmujących się szkoleniem i egzaminowaniem kandydatów na kierowców. Po co zatem obiecywać ludziom coś, co tak trudno jest zrealizować? Może to świadczyć o tym, że albo ministerialni decydenci nie liczą się z głosem i opinią społeczeństwa oraz środowisk branżowych, albo niekoniecznie są kompetentni. Nie można się zatem dziwić wszelkim uwagom krytycznym, chociażby tym, zamieszczonym na łamach portalu PRAWO DROGOWE.PL Taka postawa osób odpowiedzialnych za tworzenie i wdrażanie norm prawnych (siłą rzeczy) rodzi wielkie niezadowolenie i wręcz oburzenie opinii publicznej.
To również pokazuje, że jedna strona zawsze musi szanować tą drugą. Trzeba umieć wsłuchiwać się w głosy, potrzeby i opinie partnerów uczestniczących w każdym dialogu. W przypadku „naszej” sprawy, wszystko to przypomina (niestety) zabawę w kotka i myszkę. Czy takie zachowanie można określić jako odpowiedzialne, rzetelne i etyczne? To wszystko pokazuje, że w dyskusji dotyczącej m.in. młodych kierowców oraz innych spraw szkoleniowo-egzaminacyjnych nie jesteśmy - jako środowisko - traktowani poważnie.
Prawdą jest, że w branży szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców, za przyzwoleniem decydentów, przez lata narastały różnego rodzaju nieprawidłowości, żeby nie powiedzieć patologie. To właśnie w wyniku działań decydentów, przez prawie 30 lat tzw. wolnej i demokratycznej Polski, dziedzinę związaną ze szkoleniem kandydatów na kierowców, gdzie w grę wchodzi odpowiedzialność za życie i zdrowie uczestników ruchu drogowego, podporządkowano prawom konkurencyjnego i bezwzględnego rynku, na którym dominującą rolę odgrywa cena usługi. Być może w tej metodzie był jakiś cel, ale niestety, dziś możemy powiedzieć, że nierozsądne decyzje władzy zadały cios działalności profesjonalnym ośrodkom szkolenia kierowców, przy okazji umniejszając status, rangę instruktorów, poniekąd również egzaminatorów. Tego rodzaju działania wpłynęły tym samym na jakość szkolenia i egzaminowania przyszłych kierowców, obniżając poziom bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
To wszystko pokazuje nierozwiązane problemy przez dotychczasowe ekipy rządowe a raczej ministrów odpowiedzialnych za sprawy transportu. Czy o dotychczasowych ministrach i ich doradcach (przy pełnym do nich szacunku) można powiedzieć, że są lub byli to dużej klasy specjaliści z dziedziny transportu, praktycy rozumiejący między innymi problemy i potrzeby środowiska szkoleniowo-egzaminacyjnego? Czy rzeczywiście chcieli i chcą oni coś zmienić na lepsze, przyczyniając się chociażby do poprawy warunków pracy i płacy instruktorów oraz egzaminatorów? Czy rzeczywiście myśleli lub myślą oni o wypracowaniu rozwiązań, które mogłyby realnie poprawić bezpieczeństwo na polskich drogach? Czy do tej pory znalazł się na tyle odważny minister, który działałby dla interesu ludzi, zwykłych ludzi a nie interesu działaczy partyjnych? A nawet jeśli w historii takowy był, o szlachetnych ideałach, to czy nie miał on politycznie związanych rąk? Jeśli już zaczął działać w jakiejś sprawie, musiał powoli myśleć o opuszczeniu swojego stanowiska.
Ach ta nieobliczalna polityka w polskim wydaniu! Jak ogromny ma ona wpływ na różnego rodzaju zależności, układy, układziki, koneksje, itp. I jak tutaj ma być dobrze? Nie dziwmy się, że karuzela obietnic, pseudo dyskusji, pseudo mądrych słów o bezpieczeństwie będzie nadal się kręcić. Tutaj chodzi o zdobycie zaufania określonych grup społecznych. Jedni przeciw drugim, byleby mocniej dokopać, poniżyć i zdyskredytować. Czy takie praktyki, gdzie na kanwie istotnych dla życia społecznego dziedzin, rozgrywa się swoje wąskie, egoistyczne interesy, mogą zmotywować do rzetelnej i wytrwałej pracy porządnych, uczciwych instruktorów i egzaminatorów? Odwrotnie, takie sytuacje uczą i wręcz zmuszają do myślenia w kategoriach: „byle jakoś przetrwać w zawodzie, byle jakoś przeżyć, byle coś zarobić i udawać, że się jakoś pracuje”.
Robi się przykro, jak się to wszystko analizuje. Ale cóż my, zwykli ludzie, aczkolwiek żywo zainteresowani i zatroskani zawodowymi problemami, możemy zrobić? Wszelkie idee, zwłaszcza te, dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym, włóżmy (tak naprawdę) między bajki. Nie oszukujmy się, że będzie dobrze i że decydentom realnie zależy, żeby zreformować system szkolenia i egzaminowania. Tak było (i to długie lata), jest i najprawdopodobniej będzie.
Mówiąc wprost, może nieco przekornie i z lekką ironią: na naszej branży istnieje coś w rodzaju jakiegoś fatum, skazy i przede wszystkim totalnej niemocy. Jest jakaś niewidzialna ręka, która blokuje dobre inicjatywy. Dlatego szybkich i konstruktywnych zmian raczej nie oczekujmy. Ale … obym się mylił.
Paweł Żuraw, instruktor z praktyką egzaminatorską, nauczyciel akademicki
Komentuj →
21 maja 2018 |
0
Bogdan Sarna, instruktor i właściciel Ośrodka Kształcenia Kierowców. Centrum Szkolenia Motoryzacyjnego „SARBO” z siedzibą w Warszawie (fot. Jolanta Michasiewicz)
Pytanie: Sejm RP na swoim 62. Posiedzeniu - w trybie ekspresowym - uchwalił ustawę z dnia 9 maja 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. Wśród znowelizowanych przepisów zmiana terminu uruchamiania poszczególnych funkcjonalności systemu CEPiK 2.0. I tak od ogłoszonego przez ministra cyfryzacji komunikatu określającego datę uzależnione będzie stosowanie nowych przepisów ustawy o kierujących pojazdami, zmieniających dotychczasowe zasady i procesy dotyczące nabywania uprawnień i nadzorowania kierujących. A tu: wprowadzenia okresu próbnego, obowiązków dla młodych kierowców (np. kursu w ODTJ i kursu dokształcającego w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego - w WORD); też nowych zasad sposobu punktowania, gromadzenia w ewidencji kierowców ich danych (np. profil kandydata na kierowcę), przeniesienia do centralnej ewidencji kierowców danych o naruszeniach dotychczas gromadzonych w ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego prowadzonej przez Policję.
O komentarz poprosiłam Mariusza Sztala, Marka Górnego, Filipa Gregę, Sławomira Moszczyńskiego, Piotra Leńczowskiego, Tomasza Kulika, Jana Szumiała, Monikę Witek, Krzysztofa Klejnę, Jerzego Wasilewskiego, Adama Knietowskiego, Tomasza Matuszewskiego, Bogdana Sarnę. Zawodowych instruktorów nauki jazdy i techniki jazdy, byłych instruktorów i egzaminatorów, ludzi z pasją działających na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, ekspertów i autorów. Dziś kolejna - piąta -część komentarzy. Czekamy także na Państwa wypowiedzi: tygodnik@prawodrogowe.pl
Jolanta Michasiewicz, red. nacz. tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS
Komentuje Bogdan Sarna. Wydaje mi się, że w kwestii okresu próbnego, który budzi tak wiele kontrowersji wśród wielu osób jesteśmy w pewnym sensie zaszufladkowani.
W mojej ocenie system CEPiK nie jest potrzebny do wprowadzenia zmian dyscyplinujących młodych kierowców, którzy to jak wiemy są sprawcami co piątego wypadku w Polsce. Przede wszystkim należy ich ,,oznakować” nie listkiem zielonym bo to relikt przeszłości, mały, słabo widoczny, umieszczony za przyciemnioną szybą nie widoczny w ogóle. Tu warto byłoby skorzystać z rozwiązań, które obowiązują w niektórych krajach Europy litera ,,L” na białym tle (rozmiar 25x25 cm) np. barwy czerwonej, ażeby nie kojarzona była z nauką jazdy. Młodzi adepci kierownicy w pewnym sensie czuli by się ,,napiętnowani” na pewno wyróżniali by się z pośród innych uczestników drogi. Presja i spojrzenia innych kierowców jak i organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo oraz sama świadomość, że na drodze nie są ,,incognito” z pewnością wymuszałaby by jazdę zgodną z przepisami. Niepotrzebne są ograniczanie swobód w postaci tworzenia dodatkowych ograniczeń - zapisów, które tylko komplikują życie, zarówno organom ,,ścigania” jak i samym zainteresowanym.
Przez pierwszy rok od uzyskania prawa jazdy wprowadziłbym zakaz przewożenia pasażerów niespokrewnionych. (kolegów , koleżanek, bo gros wypadków jest właśnie w takim towarzystwie) z pewnością ojciec, czy matka nie pozwoli na brawurę i niebezpieczne zachowanie. Rodzice muszą włączyć się w proces dalszego zdobywania doświadczeń na drodze, bo przecież im najbardziej zależy na bezpieczeństwie swoich dzieci. ODTJ w kształcie obecnych zapisów przy proponowanej ,,masówce” - w mojej ocenie - nie spełni zamierzonych oczekiwań. Okres w jakim miałoby się odbyć szkolenie jest chybiony. Do ,,ścigania” osób, które nie odbyły obowiązkowego kursu, trzeba by zatrudnić całą rzeszę urzędników, a co z osobami, które np. po kursie wyjechały za granicę? Według mnie jeśli taki obowiązek miałby być wprowadzony, to powinien być realizowany pod koniec kursu nauki jazdy. To przedsiębiorca wymusi na ODTJ odpowiednią jakość szkolenia, bo z pewnością będzie miał ,,feedback” ze strony swoich kursantów i kolejnych pośle do tych najlepszych. Za kurs zapłaci OSK, oczywiście wymagałoby to, zwiększenia ilości obowiązkowych godzin szkolenia.
Bogdan Sarna, instruktor nauki jazdy, właściciel Ośrodka Kształcenia Kierowców Centrum Szkolenia Motocyklowego „SARBO” z siedzibą w Warszawie
Komentuj →
16 maja 2018 |
0
Tomasz Matuszewski, Rzecznik Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy (fot. Jolanta Michasiewicz) (kliknij)
Pytanie: Sejm RP na swoim 62. Posiedzeniu - w trybie ekspresowym - uchwalił ustawę z dnia 9 maja 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. Wśród znowelizowanych przepisów zmiana terminu uruchamiania poszczególnych funkcjonalności systemu CEPiK 2.0. I tak od ogłoszonego przez ministra cyfryzacji komunikatu określającego datę uzależnione będzie stosowanie nowych przepisów ustawy o kierujących pojazdami, zmieniających dotychczasowe zasady i procesy dotyczące nabywania uprawnień i nadzorowania kierujących. A tu: wprowadzenia okresu próbnego, obowiązków dla młodych kierowców (np. kursu w ODTJ i kursu dokształcającego w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego - w WORD); też nowych zasad sposobu punktowania, gromadzenia w ewidencji kierowców ich danych (np. profil kandydata na kierowcę), przeniesienia do centralnej ewidencji kierowców danych o naruszeniach dotychczas gromadzonych w ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego prowadzonej przez Policję.
O komentarz poprosiłam Mariusza Sztala, Marka Górnego, Filipa Gregę, Sławomira Moszczyńskiego, Piotra Leńczowskiego, Tomasza Kulika, Jana Szumiała, Monikę Witek, Krzysztofa Klejnę, Jerzego Wasilewskiego, Adama Knietowskiego, Tomasza Matuszewskiego. Zawodowych instruktorów nauki jazdy i techniki jazdy, byłych instruktorów i egzaminatorów, ludzi z pasją działających na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, ekspertów i autorów. Dziś kolejna - piąta -część komentarzy. Czekamy także na Państwa wypowiedzi: tygodnik@prawodrogowe.pl
Jolanta Michasiewicz, red. nacz. tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS
Komentuje Tomasz Matuszewski. Wielka szkoda, że pomimo pogarszającego się stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego (statystyki pierwszego kwartału 2018 są bezwzględne) nadal stoimy w miejscu - co realnie oznacza regres - i z uporem uzależniamy poprawę status quo od ,,informatyki”.
Zaklinamy rzeczywistość ,,administracyjno-cyfrową” wizją przyszłości licząc, że jak uruchomimy kolejne aplikacje to dopiero wtedy będzie można ,,poszaleć” na polu bezpieczeństwa uczestników ruchu.
Tymczasem istota procesu nabywania kwalifikacji i uprawnień do odpowiedzialnego uczestnictwa w ruchu jest niezmieniona od kilkudziesięciu lat i nasz ,,system” zupełnie nie zauważył nowych zjawisk, które dokonały się w obszarze szeroko rozumianego ruchu drogowego. Podobnie dzieje się w drugim - nieodzownym i komplementarnym dla uzyskania pożądanych zmian - systemie kontroli ruchu drogowego (który pozwolę sobie nazwać ,,radarowym”) i nadzoru nad kierującymi. O wychowaniu komunikacyjnym nie chcę wspominać bo i tak zaraz ktoś mi będzie udowadniał, że działa co najmniej zadowalająco.
Czas na zmiany - czas na decyzje! Od mieszania herbaty łyżeczką na pewno nie zmieni się jej smaku.
Tomasz Matuszewski, Rzecznik Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy
Komentuj →