6 lutego 2018 |
0
Mariusz Rudnik, wieloletni instruktor motocyklowy, instruktor techniki jazdy kategorii ciężkich, pracownik Instytutu Kierowcy Zawodowego, członek Polskiego Stowarzyszenia Instruktorów Techniki Jazdy (fot. Instytut Kierowcy Zawodowego)
Spadło trochę śniegu, temperatura poniżej zera stopni Celsjusza. Rozemocjonowani kursanci ponownie przeżywają pokonane śliskie odcinki dróg, jakie przebyli jadąc na szkolenie w symulatorze. Kolejna grupa na szkoleniu dla „kierowców zawodowych” potwierdza fakt, że sporo kierowców nie potrafi hamować awaryjnie i niewielu mniej jeździ na tzw. „półsprzęgle”.
Niestety większość z nich to młodzi kierowcy z kilkuletnim doświadczeniem za kółkiem. Wydawałoby się, że na podstawowym kursie prawa jazdy kwestie hamowania awaryjnego i zakazu jeżdżenia ze stopą opartą na sprzęgle zostały należycie przedstawione i wyegzekwowane. Praktyka pokazuje, że jednak nie wszyscy zakończyli szkolenie podstawowe z prawidłowymi umiejętnościami, co niezbyt dobrze świadczy o poziomie szkolenia w osk.
Hamowanie. Zjawisko nieco niezrozumiałe, gdyż pojazdy z układem abs są tak powszechnie używane już od wielu lat (ABS jest obowiązkowym wyposażeniem pojazdów od 2014 roku), że instruktorzy powinni wiedzieć, jak skutecznie hamować w sytuacji zagrożenia pojazdem wyposażonym w system poprawiający bezpieczeństwo i wiedzę tą przekazywać kursantom.
Pierwsze próby hamowania z tzw. systemami - technika. To znaczy takie próby zatrzymania pojazdu, gdzie systemy ABS, ESP i ASR działają i sa aktywne. Ładunek stabilny i pewnie zabezpieczony, więc nie ma ryzyka, że przesunie się do przodu lub na bok, a tym bardziej, że zrzuci kabinę kierowcy z ramy. W pojazdach z systemami i manualną skrzynią biegów w sytuacji nagłego, awaryjnego hamowania niezbędne są:
- wciśnięcie pedału sprzęgła jednocześnie z pedałem hamulca,
- dynamiczne wciśniecie pedału hamulca- „kopnięcie w pedał”,
- dociśnięcie pedału hamulca do końca- wciśnięcie go w podłogę.
Dlaczego taka winna być technika?
Przykłady:
Kursant A rozpędza się „do odcięcia” i ma jak najszybciej, jak najskuteczniej zahamować na prostej. Hamując nie wciska pedału hamulca do końca (rys. 1 - zaznaczenie na czerwono). Zwracam na to uwagę i przypominam, że w starszych autach asystent siły hamowania (EBA, BAS, AFU) uruchamia się po wciśnięciu pedału hamulca w podłogę. Kolejna próba. Podczas rozpędzania na kokpicie kontrolnym instruktora widzę, że pedał sprzęgła jest delikatnie naciskany (rys. 2). Kursant jedzie z nogą opartą na dźwigni sprzęgła delikatnie je wciskając. Nie jest to niestety odosobniony przypadek. Właściwie to 6 na 10 kierowców trafiających do mnie na szkolenia ma taki nieprawidłowy nawyk. Dlaczego nawyk jazdy na sprzęgle należy wyeliminować?
W wielu ciężarówkach jest zamontowany czujnik przeciążeniowy sprzęgła. Komputer wyłączy Ci silnik i będziesz stał przez 15- 40 minut stwarzając zagrożenie na drodze. Ponadto w razie awarii sprzęgła serwis podłączy komputer i jeśli okaże się, że kierowca jeździł z wciśniętą dźwignią sprzęgła, to naprawa nie będzie mogła być realizowana jako gwarancyjna. Zatem prawidłowo należy zawsze hamować wciskając pedał hamulca zdecydowanie i mocno do samego końca oraz nie prowadzić pojazdu opierając nogę na dźwigni sprzęgła.
Kursant B to samo zadanie. W początkowej fazie prawidłowo wciska sprzęgło i hamulec. Niestety przestaje wciskać hamulec w ¾ i ponownie delikatnie wciska (rys. 3).
To niestety częsty przypadek. Zwracam na to uwagę w szczególności mając na względzie, iż w nowszych pojazdach asystent siły hamowania uruchamia się na dynamiczne, czyli szybkie wciskanie pedału hamulca. Jeśli chcemy jak najszybciej zatrzymać pojazd, to musimy dynamicznie, szybko wciskać pedał hamulca. W przeciwnym razie droga zatrzymania znacznie się wydłuża. Zwłaszcza wytracanie prędkości w początkowej fazie hamowania, kiedy prędkość jest największa, jest mniejsze i ewentualny manewr ominięcia przeszkody, zboczenie z toru jazdy czy kolizja wiążą się z ryzykiem większych i bardziej dotkliwych skutków.
Kolejna próba. Kursant B mocno i zdecydowanie wciska oba pedały do końca i trzyma aż do zatrzymania ciężarówki. Tuż przed zatrzymaniem pojazd nagle wpada w poślizg wzdłużny i nieco zbacza w lewo. Słyszę pytanie. Dlaczego tak?
Wiele systemów ABS nie działa przy niewielkich prędkościach. Dochodzi wtedy do zablokowania kół i zwłaszcza jeśli przestały się obracać wszystkie koła (poślizg), system odbiera to jako zatrzymanie pojazdu, a nie bezwładne sunięcie i nie zmniejszy ciśnienia w hamulcach, a tym samym siła hamowania będzie zbyt duża. Zwłaszcza w przypadku 20-40 tonowej ciężarówki - zespołu pojazdów następuje gwałtowny przyrost prędkości, a zbliżanie się do stojących z przodu samochodów na zablokowanych kołach nie da nawet możliwości jakiejkolwiek zmiany toru jazdy.
Co trzeba zrobić w takiej sytuacji?
Jedynym ratunkiem będzie zwolnienie nacisku na pedał hamulca, co daje nam możliwość zmiany kierunku jazdy. Jednak musimy pamiętać o masie pojazdu i potrzebnym czasie oraz przestrzeni do wykonania skutecznego skrętu (ominięcia).
Przypadki nieumiejętnego hamowania pojazdem wyposażonym w ABS zdarzają się nader często zarówno wśród młodych jak i doświadczonych kierowców. Przypuszczam, że poza brakiem wyrobionego odpowiedniego odruchu (pamięć mięśniowa tworzy się po wielu, wielu próbach), przyczyna jest dość prozaiczna. Otóż na kursach prawa jazdy nie przywiązuje się do tej umiejętności należytej uwagi, podczas gdy można wykształcić te nawyki bez specjalnych kursów na torach poślizgowych, czy szkoleniach w symulatorach. Kierowca nie mający świadomości zagrożeń wynikających z tak podstawowych i prostych czynności może być z założenia niebezpiecznym użytkownikiem, a jego styl jazdy może w bardzo krótkim czasie skutkować niepotrzebnymi zdarzeniami, które z uwagi na masy pojazdów mogą być nawet tragiczne w skutkach.
Mariusz Rudnik
Komentuj →
2 lutego 2018 |
0
Adam Knietowski, Ośrodek Doskonalenia Techniki Jazdy TORUŃSKA AKADEMIA JAZDY, szef komisji szkoleniowej PSM ODTJ, instruktor nauki jazdy, instruktor techniki jazdy (fot. ze zbiorów autora)
Pytanie redakcji tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: Witam kontynuujemy rozmowy poświęcone przyszłemu okresowi próbnemu. Data 4 czerwca 2018 coraz bliżej. Nie wiemy kiedy i jakie zmiany zostaną wprowadzone do istniejących aktów prawnych, zarówno tych oczekujących, jak i tych obowiązujących. Przyjmujemy więc, iż termin zostanie dotrzymany, a zmiany nastąpią według stanu prawnego dnia dzisiejszego. Do rozmowy poprosiliśmy Adama Knietowskiego, instruktora nauki i techniki jazdy. Pierwsze pytanie: W jednej w poprzednich rozmów Marek Górny powiedział, iż - jego zdaniem - ODTJ-y w liczbie dzisiaj istniejących - nie będą w stanie przeszkolić młodych kierowców w okresie próby. Jaka jest Pana opinia w tej sprawie. Będzie to możliwe przy takiej ilości ODTJ? Popyt na to szkolenie możliwy będzie do zaspokojenia? Media mówią młodzi kierowcy będą tracili prawo jazdy?
Odpowiada Adam Knietowski, Ośrodek Doskonalenia Techniki Jazdy TORUŃSKA AKADEMIA JAZDY, szef komisji szkoleniowej PSM ODTJ, instruktor nauki jazdy, instruktor techniki jazdy: Liczba ODTJ w Polsce ciągle wzrasta, powstają obiekty stopnia podstawowego a także stopnia wyższego - wielomodułowe. Z naszych informacji wynika, że wielu inwestorów jest w zaawansowanej fazie inwestycyjnej i czekają jedynie na faktyczne uruchomienie obowiązku szkoleń. Rynek nie lubi próżni - jeśli jest potrzeba znajdzie się i usługodawca. Zamiast doszukiwać się problemu ja uważam, że nowe przepisy sprowokują powstanie wielu ODTJ-ów w miejscach, w których do tej pory nie było mowy o blisko zlokalizowanych miejscach szkoleniowo-motoryzacyjnych. To ogromna szansa na spełnienie postulatów polskich kierowców – odnosząc się do słyszanych regularnie narzekań, że nie ma gdzie potrenować, że nie ma torów szkoleniowych, nie ma obiektów doskonalenia techniki jazdy itd. Zatem jest okazja by w przeciągu nawet 1 roku powstało mnóstwo ciekawych obiektów.
Pytanie: Czyli mówi Pan, że inwestorzy z funduszami czekają, ale czy budowa ODTJ jest możliwa do realizacji - nawet zakładając, że są gotowe projekty i stosowne pozwolenia - w terminie 4-8 miesięcy?
Odpowiedź: Czas wybudowania ODTJ zależy od organizacji inwestycji i przygotowanych terenów. Jeśli proces uzyskiwania stosownych pozwoleń oraz przygotowania dokumentacji projektowej mamy już za sobą (może trwać 6 miesięcy i dłużej) wówczas wybudowanie od podstaw ośrodka doskonalenia techniki jazdy może spokojnie zmieścić się w 6 miesiącach. Oczywiście proszę potraktować te dane orientacyjnie, ponieważ każda inwestycja może mieć szereg różnych obostrzeń wydłużających czas oddania do użytku.
Pytanie: Ile jest ODTJ, a ile powinno być? Ministerstwo Infrastruktury, wyliczało, iż w Polsce funkcjonuje 40 ośrodków doskonalenia jazdy?
Odpowiedź: Staram się orientować na bieżąco odnośnie rynku szkoleń doskonalenia techniki jazdy i torów rekreacyjno- sportowych - zmiany następują bardzo dynamicznie - niektóre obiekty znikają, inne powstają lub rozbudowują, niektóre zmieniają przeznaczenie. Nie odpowiem na pytanie z pełną odpowiedzialnością za dokładność, ale ośrodków fizycznie realizujących szkolenia doskonalenia techniki jazdy jest faktycznie około 40. Liczba ODTJ na dzień dzisiejszy jest wystarczająca, żeby zrealizować szkolenia obowiązkowe dla młodych kierowców - oczywiście dużym wysiłkiem i właściwą organizacją pracy , ale jest to wykonalne. Biorąc pod uwagę ile osób średnio uzyskuję uprawnienia do prowadzenia pojazdów kategorii B to przypadałoby około 40 osób na 1 dzień roboczy na 1 ODTJ - jeśli „machina” ruszy to tak jak wspominałem, na pewno powstaną bardzo szybko nowe ODTJy, a część istniejących rozbuduje się o dodatkowe moduły specjalnie na potrzeby szkoleń obowiązkowych - bo takie informacje dochodzą z branży. Ile powinno być ODTJ-ów? Powinny pojawić się przede wszystkim w rejonach, które nie mają jeszcze tego typu autodromów to oczywiste i jak się domyślam dobrze by było aby powstały przy każdym większym mieście Polsce. Szacunkowo ze względów dostępności patrząc na mapę Polski powinno jeszcze przybyć około 10-20 obiektów. Ale najważniejsze by były mądrze zaprojektowane, z jak największymi strefami bezpieczeństwa, funkcjonalne i z wyposażeniem działającym na wyobraźnię.
Odpowiem, że im więcej tym lepiej – ale takich, które będą funkcjonowały prawidłowo, bezpiecznie, a szkolenia będą na najwyższym poziomie - mam na myśli poziom dydaktyczny i merytoryczny oraz organizacyjny. Rynek prędzej czy później zweryfikuje jakość usług - którzy specjaliści inspirują do bezpiecznej jazdy a którzy będą traktować szkolenia jak schemat do „wykonania”.
Pytanie: Wiem, że opiniował czy projektował Pan obiekt w Krośnie. Jaki jest najtrudniejszy dla wykonawców podobnej inwestycji? Ile osób dziennie może przeszkolić - w interesującym nas zakresie - ten ośrodek?
Odpowiedź: Owszem miałem ogromną przyjemność współtworzyć przede wszystkim koncepcję zagospodarowania terenu i konsultować projekt budowlany pod względem funkcjonalności i przeznaczenia wobec celów szkoleniowych. Dzięki otwartości osób zaangażowanych ze strony inwestora i zaufania do naszych innowacyjnych propozycji powstał bardzo funkcjonalny i nowoczesny ODTJ, oferujący więcej niż podstawowe wymagania rozporządzenia. Jeśli będzie duże zapotrzebowanie to ODTJ w Krośnie będzie w stanie przeszkolić około 30-40 osób dziennie.
Pytanie: Mamy obiekt, przychodzi dla młodego kierowcy czas pomiędzy 4. a 8. miesiącem próby i trafia on do ODTJ. Wie, że ma przed sobą obowiązkowe szkolenie w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym. Praktyczne ćwiczenia ukazujące niebezpieczeństwa wynikające z nadmiernej prędkości, jej niedostosowania do warunków drogowych. Przepraszam, ale co można zrobić w ciągu 1 godziny!? Z jaką umiejętnością kończy to szkolenie młody kierowca?
Odpowiedź: To bardzo często zadawane pytanie o zabarwieniu pejoratywnym w wielu artykułach… Otóż:
1) Szkolenia o ryzyku drogowym (bezpiecznej jazdy samochodem) osobiście realizuję od wielu lat w ODTJ. Współpracujemy z wieloma OSK, którzy przyjeżdżali z absolwentami ich kursów nauki jazdy - osoby po niedługim okresie od uzyskania prawa jazdy. Przy właściwej metodyce i komunikacji jesteśmy w stanie „otworzyć” ich umysły po 30-40 minutach szkolenia. Efekty są niesamowite , po kilku powtórzeniach prostych ćwiczeń /zadań zdają sobie sprawę z tego jak łatwo stracić panowania nad sytuacją, pojazdem, sobą… poznają swoje naturalne reakcje w chwilach zaskoczenia i pod wpływem emocji, stresu - a przecież takie wrażenia najbardziej zapadają w pamięć. Wszystko odbywa się w bezpiecznych warunkach i pod pełnym nadzorem instruktorów techniki jazdy z doświadczeniem w szkoleniach bezpiecznej jazdy.
Po wielu próbach porównawczych większość z uczestników zaczyna zadawać mnóstwo dodatkowych pytań, dzielić się swoimi wątpliwościami, pytać o mity motoryzacyjne - tzn. po szkoleniu zaczynają rozumieć, jak wiele ich ominęło, jak mało się starali i wymagali od siebie w procesie nauki jazdy, albo też jak mało otrzymali.
W trakcie szkolenia o ryzyku nie nauczą się perfekcyjnie panować nad samochodem - a wręcz ogranicza się elementy doskonalące technikę jazdy - pewność siebie to efekt, którego absolutnie się wystrzegamy!
Uczestnicy są zaskoczeni podstawowymi kwestiami z techniki kierowania, mają często mizerne pojęcie o systemach ABS, czy ESC - po szkoleniu mają przynajmniej rzetelne odczucia na co mogą liczyć i w jakim zakresie, a przede wszystkim jak korzystać z systemów bezpieczeństwa – to nie umiejętność, a fundamentalna świadomość, która daje dobry początek, by w przyszłości wyrobić właściwe odruchy i płynną technikę jazdy.
Zatem jeśli znamy wielu doświadczonych instruktorów techniki jazdy, którzy są w stanie zrobić niekiedy „rewolucje” w świadomości młodego kierowcy i zainspirować wielu młodych malkontentów do bezpieczniejszej jazdy w ciągu 40 minut do 60 minut szkolenia to najwyraźniej nie powinnyśmy się obawiać, że to zbyt mało czasu.
2) 1 godzina szkolenia o ryzyku to też ukłon w stronę młodych kierowców - bo koszt znacznie mniejszy niż szkolenia komercyjne oferowane w wielu ODTJ w Polsce.
3) Nie można tego czasu porównywać z 1 godziną na przykład nauki jazdy, a tak najczęściej się robi. To zupełnie inne możliwości - doświadczenie przeżyć, których nie są w stanie zapewnić OSK. A ODTJ nie są w stanie zapewnić tego co OSK - więc nie warto traktować tych podmiotów konkurencyjnie, a raczej wspierająco - uzupełniająco.
4) Nie ma genialnych rozwiązań i nie każda osoba po szkoleniu o ryzyku drogowym w ODTJ będzie bezpiecznym kierowcą to oczywiste - dużo zależy od nastawienia, od predyspozycji i skłonności do ryzyka, a przede wszystkim wartości „wyniesionych” z domu - ale jakby nie patrzeć, zawsze jest większa lub mniejsza szansa na jakąkolwiek zmianę na lepsze, gdy mamy okazję przeszkolić każdego młodego kierowcę. W Szwecji wymierne efekty przyszły szybko, ale bardzo dobre efekty w poprawie BRD za sprawą szkoleń wymagały wielu lat. Im szybciej zaczniemy tym wcześniej doznamy poprawy bezpieczeństwa.
Pytanie: Oni z własnej woli będą wracali do Was?
Odpowiedź: Tak - bo szkolenie to nie przykry obowiązek a raczej ciekawa przygoda motoryzacyjna, emocjonujące przeżycie , które pozostawia wiele pozytywnych wrażeń. Obowiązkowe szkolenie o ryzyku drogowym to proces uświadamiania, wspólnego wyciągania wniosków, zrozumienia wielu zagrożeń czy też ograniczeń pojazdu/ kierującego.
Przy okazji realizowania celów szkolenia o ryzyku drogowym instruktor zwraca uwagę dodatkowo na mnóstwo nieprawidłowości z techniki jazdy u kierującego - w czasie 1 godziny jesteśmy w stanie wskazać kierunek dla lepszych nawyków, a to często naturalnie powoduje zainteresowanie kolejnymi etapami szkoleń.
Tak przy okazji napiszę, że najwięcej krytycznych opinii i słów odnośnie szkoleń bezpiecznej jazdy, pada z ust osób, które nigdy nie uczestniczyły w ciekawym rzetelnym szkoleniu w ODTJ.
Pytanie: A może ma Pan własną koncepcję takiego szkolenia?
Odpowiedź: Mam w głowie wiele marzeń odnośnie poprawy BRD w Polsce, ale mierząc się z realiami to chciałbym, aby szkolenia o ryzyku były jak najmniej skomplikowane zarazem miały jasny prosty przekaz w doświadczeniach.
Przede wszystkim życzyłbym wszystkim, aby takie szkolenia realizowali specjaliści z pasją i zaangażowaniem, a także kreatywnością metodyczną - w kulturalny acz przekonywujący sposób. Żeby środowisko ODTJ ciągle się rozwijało i miało wpływ na wprowadzanie bieżących ulepszeń szkoleń obowiązkowych o ryzyku drogowym . Z minuty na minutę powstają nowe systemy bezpieczeństwa, nowe kierunki i tendencje motoryzacyjne - instruktorzy techniki jazdy powinni się cały czas dokształcać, czytać, wzorować na sprawdzonych metodach kształcenia krajów, w których szkolenia tego typu w wymierny sposób poprawiły bezpieczeństwo (Skandynawia, Austria itp.).
Marzeniem jest także standaryzacja szkoleń - wykaz pojęć i filozofia szkolenia, która w minimalnym zakresie musi być zrealizowana. Tak jest w Szwecji - gdzie rada stowarzyszenia ośrodków bezpiecznej jazdy jako bardzo doświadczeni praktycy ciągle weryfikuje treści i metody/ćwiczenia i dostosowuje je do zmieniającej się rzeczywistości motoryzacyjnej - programy szkoleń piszą tam faktyczni fachowcy specjaliści - nie teoretycy.
Najważniejszym dla mnie dodatkiem, który powinien być włączony do programu szkolenia o ryzyku drogowym - to Dom Bezpieczeństwa - z własnych doświadczeń wiemy, że nawet krótkie zajęcia w takim specjalnie przystosowanym miejscy robią ogromne wrażenie - symulator dachowania, zderzeń, waga przeciążeniowa, wrak samochodu po wypadku z prawdziwą historią, plakaty bezpieczeństwa - to wszystko otwiera umysły i ogranicza niepotrzebne dyskusje. Po szkoleniu praktycznym powinno znaleźć się jeszcze podsumowanie, omówienie wniosków, wspólna dyskusja - często młodzi kierowcy po szkoleniu zaczynają „się otwierać” - dzielą się swoimi przemyśleniami, często wypominają złe wzorce wśród znajomych, nawet rodziny. To ważne, żeby w sposób mądry i logiczny ugruntować pojawiającą się potrzebę bycia bezpiecznym i poprawnym. Młodzi kierowcy zaczynają po szkoleniu przewartościowywać dotychczasowe doświadczenia na korzyść bezpieczeństwa - nagle to co „wszyscy” uważają za normalne, modne i bezproblemowe staje się dla absolwenta szkolenia oczywistym zagrożeniem, patologią motoryzacyjną - po prostu zaczynają myśleć inaczej i chcą poznawać ambitniej motoryzację.
Byłoby genialnie, gdyby w przyszłości szkolenie o ryzyku drogowym odbywało się pomiędzy ukończeniem kursu nauki jazdy a egzaminem państwowym. Im szybciej tym większa szansa, że w obecnym trudnym ruchu drogowym mniej ryzykownych zachowań wystąpi u niedoświadczonych młodych kierowców.
Dziękuję za rozmowę. Już dzisiaj proszę o kolejną, chyba musimy szczegółowo dopytać o marzenia, oczywiście te dotyczące brd.
Pytania zadała Jolanta Michasiewicz, red. naczelna tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS, portalu PRAWO DROGOWE
wwww.prawodrogowe.pl / facebook: PRAWO DROGOWE NEWS
Szanowni Czytelnicy, pytajcie - odpowiemy. Piszcie: e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl
Komentuj →
1 lutego 2018 |
0
Nadkom. Radosław Kobryś, radca Wydziału Opiniodawczo-Analitycznego Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji (fot. Jolanta Michasiewicz)
Pytanie: Szanowna redakcjo, jako instruktor z wieloletnim stażem jestem poruszony faktem tzw. łączonych kontroli drogowych tzn. policjant i pracownik starostwa Powiatowego. Wygląda to iście imponująco: elka zatrzymywana jest na "kogutach" na oczach gapiów, sciąganie jej ze środkowego pasa, całe wielkie halo. Całymi latami budujemy dobrą opinię swojej OSK, a potem na oczach wszystkich traktuje się nas jak bandytów. Jaka jest podstawa prawna takich kontroli?? jak uzasadnić pobyt w oznakowanym radiowozie osoby cywilnej (kontroler S.P) i jak to się ma z obowiązkiem powiadomienia o kontroli??? Z poważaniem. Czytelnik.
Odpowiedź: Dzień dobry. Pojazd służący do nauki jazdy jest pojazdem podlegającym kontroli drogowej jak każdy inny. Wskazane przez czytelnika przypadki są incydentalne, jednak prawdopodobnie powiązane z wybiórczą kontrolą, m. in. stanu technicznego pojazdu. Możemy się tylko domyślać, że obecność pracownika ze strony starosty wynika z prowadzeniem nadzoru nad prawidłowością szkolenia kierowców. Kontrole takich pojazdów przynoszą czasem ciekawe spostrzeżenia, np. osoba prowadząca szkolenie nie posiada odpowiednich kwalifikacji czy stan techniczny pojazdu jest niezadowalający. Poza tym niezrozumiałe jest odczucie czytelnika - "na oczach wszystkich traktuje się nas jak bandytów". Obecność policjantów kontrolujących pojazd nie jest niczym co wpływa na ujemny wizerunek OSK.
Nadkom. Radosław Kobryś, radca Wydziału Opiniodawczo-Analitycznego Biura Ruchu Drogowego KGP
Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (fragment)
Rozdział 8. Nadzór nad szkoleniem
(…) Art. 43. 1. Starosta, o którym mowa w art. 28 ust. 3, sprawuje nadzór w zakresie zgodności prowadzenia szkolenia osób ubiegających się o uzyskanie uprawnień do kierowania motorowerem lub pojazdami silnikowymi, kursu dla kandydatów na instruktorów i kandydatów na wykładowców oraz dla instruktorów i wykładowców, z wymaganiami określonymi w przepisach ustawy, w ramach którego:
1) rozpatruje skargi dotyczące działalności ośrodka szkolenia kierowców;
2) prowadzi kontrolę działalności ośrodka szkolenia kierowców;
3) wydaje zalecenia pokontrolne;
4) wydaje decyzję o zakazie prowadzenia przez przedsiębiorcę działalności gospodarczej w zakresie prowadzenia ośrodka szkolenia kierowców;
5) skreśla instruktora lub wykładowcę z ewidencji;
6) sporządza analizę, przetwarza oraz podaje do publicznej wiadomości wyniki analizy statystycznej, w zakresie:
a) średniej zdawalności osób szkolonych w danym ośrodku,
b) liczby uwzględnionych skarg złożonych na dany ośrodek.
2. Przy sprawowaniu nadzoru ze starostą współpracują:
1) starostowie, na których obszarze działania znajduje się infrastruktura ośrodka;
2) Policja – w zakresie kontroli wykonywania praktycznej nauki jazdy prowadzonej poza ośrodkiem szkolenia kierowców;
3) wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego – w zakresie pomocy merytorycznej oraz przekazywania informacji o wynikach egzaminu państwowego uzyskiwanych przez osoby, które ukończyły szkolenie w danym ośrodku szkolenia kierowców;
4) administrator centralnej ewidencji kierowców – w zakresie przekazywania informacji o naruszeniach przepisów ruchu drogowego popełnionych przez kierowców, którzy ukończyli szkolenie w danym ośrodku szkolenia kierowców.
3. W przypadku podjęcia współpracy w zakresie pomocy merytorycznej, o której mowa w ust. 2 pkt 3, starosta zawiera porozumienie z dyrektorem wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego określające warunki udziału przedstawiciela wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego w kontroli, o której mowa w ust. 1 pkt 2, oraz zasady finansowania tej współpracy.
4. Przedstawiciel wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego nie może uczestniczyć w kontroli działalności ośrodka szkolenia kierowców jeżeli pozostaje w stosunkach prawnych, o których mowa w art. 24 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2016 r. poz. 23, 868, 996, 1579 i 2138), odpowiednio z właścicielem lub z osobą zarządzającą tym ośrodkiem. (…)
Komentuj →
30 stycznia 2018 |
0
Tomasz Kulik, instruktor nauki jazdy, techniki jazdy, właściciel Motocyklowej Szkoły Jazdy „KULIKOWISKO”, były kierowca JW GROM (fot. ze zbiorów Autora)
Poniżej kolejna wypowiedź w sprawie okresu próbnego, a dokładnie okresu próbnego dotyczącego motocyklistów. Interpretacje - oczekujących na wejście w życie przepisów - zdecydowanie różne. Tomasz Kulik, instruktor nauki i techniki jazdy, właściciel Motocyklowej Szkoły Jazdy „KULIKOWISKO”, podtrzymuje swoje dotychczasowe stanowisko. Przed nami kilka miesięcy do daty 4.6.br., a środowisko szkoleniowców w sposób niejednoznaczny rozumie przepisy. Redakcja portalu „PRAWO DROGOWE@NEWS o wyjaśnienie podnoszonej kwestii poprosi Rzecznika Prasowego Ministerstwa Infrastruktury. Redakcja
Drogi Adamie, odpowiadasz na moją wypowiedź (PRAWO DROGOWE. „Okres próbny dla kierujących jednośladami?” - https://www.prawodrogowe.pl/informacje/news-tygodnia/okres-probny-dla-kierujacych-jednosladami ) ogólnikami, nie podając konkretów. A szkoda…
Ustawa o kierujących kierowcami precyzyjnie mówi o obowiązkach i ograniczeniach nałożonych na osobę objętą okresem próbnym, a jest nim osoba, która po raz pierwszy uzyskała prawo jazdy kategorii B. Okres próbny trwa 2 lata, począwszy od dnia, w którym został jej wydany ten dokument. Nigdzie nie jest napisane, że przepisy te nie dotyczą kierowania innymi niż samochody pojazdami - jest podane wprost, że osoba w okresie próbnym ma obowiązek kierowanie WYŁĄCZNIE pojazdami samochodowymi oznakowanymi listkiem - czyli także motocykl ma być oznakowany. Kierowca w okresie próbnym nie może kierować motorowerem, bo nie jest to pojazd nawet silnikowy, nie może kierować ciągnikiem rolniczym ani pojazdem wolnobieżnym! A są to pojazdy do kierowania którymi uprawnia obecnie prawo jazdy kategorii B. Kierowca w okresie próbny nie może kierować pojazdem bez oznakowania listkiem, bo mamy koniunkcję w zdaniu - pojazd ma być i samochodowy, i oznakowany listkiem. Dura lex sed lex. Czy to mądre? Nie, ale twarde prawo… Dlatego ograniczenia prędkości o których mowa w ustawie, dotyczą także motocykla kierowanego przez kierowcę w okresie próbnym - wiele osób uzyskuje prawo jazdy kategorii A1 w wieku 16 lat, by po dwóch latach postarać się o kategorię B. Dla przykładu: skoro znak B-25 nie zabrania wyprzedzania furmanki, ale zabrania wyprzedzania ciągnika rolniczego jadącego tak powoli jak furmanka, to nikt się temu nie dziwi, bo przepis określa to wprost: zakaz wyprzedzania pojazdów silnikowych wielośladowych. Tak samo rozdział 14 ustawy o kierujących pojazdami określa wprost, co wolno, a co nie. Powyższe zakazy i „listek” - obowiązujące przez pierwsze 8 miesięcy okresu próbnego - mogą mocno zaburzyć porządek w pracy i życiu codziennym, o czym poniżej.
Nie jest rolą obywatela, podatnika, kierowcy, domyślanie się, co miał na myśli ustawodawca. Obywatel zasługuje na prawo, które jest jednoznaczne, nie daje pola do domysłów ani interpretacji na słabych podstawach. Każdy obywatel, także policjant, likwidator szkód komunikacyjnych, prokurator i adwokat, zasługuje na prawo mądre, spójne z oczekiwaniami społecznymi i trendami poprawiającymi bezpieczeństwo na drogach, bo drogi są wspólne. Natomiast tutaj mamy do czynienia z bzdurą uchwaloną i niebawem wchodzącą w życie. Jeśliby nawet przyjąć życzliwie, że przepisy rozdziału 14 nie dotyczą kierowania motocyklem, to co sądzisz Adamie o zakazie kierowania motorowerem przez pierwsze osiem miesięcy okresu próbnego? Wszak prawo jazdy kategorii B uprawnia do kierowania motorowerem, ale wychodzi na to, że nie będzie uprawniać młodych stażem kierowców od czerwca 2018, przez osiem miesięcy. Toż to bzdura! Niech dowodem na to, że to bzdura, będzie sytuacja gdzie ktoś jest zatrudniony do rozwożenia pizzy motorowerem - gdy uzyska prawo jazdy kategorii B nie może tej pracy wykonywać przez osiem miesięcy. Mądre to? Nie bardzo… Świadczy tylko o tym, że ustawę pisali dyletanci. Ustawa o kierujących wymaga czym prędzej poprawek, żeby usunąć to, co budzi kontrowersje i jest sprzeczne z oczekiwaniem społecznym. Powiedz, proszę, jaki wpływ na bezpieczeństwo na drodze ma zakaz podejmowania pracy zarobkowej w charakterze kierowcy pojazdu określonego w prawie jazdy kategorii B, oraz zakaz osobistego wykonywania działalności gospodarczej polegającej na kierowaniu pojazdem określonym dla prawa jazdy kategorii B? Powyższe zakazy nie dotyczą osób, które uzyskały kwalifikację wstępną lub kwalifikację wstępną przyśpieszoną, określoną w przepisach rozdziału 7a ustawy z dnia 6 września 2001 r. o transporcie drogowym, a to kosztuje. Czyli niech obywatel zapłaci, albo czeka osiem miesięcy, by móc pracować choćby w dystrybucji fast food’u czymkolwiek, nie tylko „pięćdziesiątką”. To jest upodlenie obywatela, bez żadnego związku z bezpieczeństwem na drogach. O dzieciach rolników, którym przez osiem miesięcy od otrzymania prawa jazdy kategorii B zabrania się kierowania ciągnikiem rolniczym po drogach publicznych, nie wspominając…
Uważam, że idea okresu próbnego nie jest zła, ale forma w jakiej została ujęta w naszej ustawie o kierujących pojazdami, jest fatalna.
Kłaniam. Tomek Kulik
Komentuj →
29 stycznia 2018 |
0
Adam Goss, zastępca dyrektora ds. szkoleń w Automobilklubie Polski. Ekspert z zakresu szkoleń kierowców zawodowych, brał udział w pracach legislacyjnych nad aktami prawnymi regulującymi zasady prowadzenia szkoleń kierowców zawodowych, doradza wielu ośrodkom szkolenia przy prowadzeniu tej działalności (fot. Jolanta Michasiewicz)
Na łamach PRAWA DROGOWEGO od kilku tygodni publikujemy wypowiedzi dotyczące przepisów ustawy o kierujących pojazdami a dotyczących okresu próbnego. W ostatni piątek zapoznaliśmy Czytelników z wypowiedzią Tomasza Kulika. Autor wywodzi w niej, iż przepisy okresu próbnego - w zakresie dodatkowych ograniczeń prędkości - będą dotyczyły także kierowców motocykli. Więcej, także tych, którzy uprawnienia kat. A uzyskali zanim otrzymali te kat. B (te ostatnie uprawnienia w warunkach po 4 czerwca 2018 r.) - Czyż to nie absurd? Tak, absurd, ale prawnicy mawiają: dura lex sed lex (twarde prawo, ale prawo) - podsumował T. Kulik. Wypowiedź wywołała wiele emocji. Redakcja poprosiła o merytoryczny komentarz w podniesionej sprawie. Zwróciliśmy się naszego eksperta, Adama Gossa, zastępcę dyrektora ds. szkoleń w Automobilklubie Polski. Redakcja
Poproszony o komentarz do analizy Tomka Kulika w PRAWIE DROGOWYM@NEWS z dnia 26 stycznia 2018 r. (Link do wypowiedzi: Tomasz Kulik. „Przepisy traktujące o okresie próbnym są napisane absurdalnie” - https://www.prawodrogowe.pl/informacje/ekspert-wyjasnia/t-kulik-przepisy-traktujace-o-okresie-probnym-sa-napisane-absurd ) w sprawie zapisów regulujących okres próbny w stosunku do kierujących jednośladami muszę stwierdzić, że opinie przedstawione przez Autora są co najmniej dyskusyjne.
Nie można bowiem przy interpretacji aktów prawnych wyciągać dowolnego przepisu, a w tym przypadku jedynie pojedynczych punktów (poddane przez Tomka Kulika analizie fragmenty to art. 91, ust. 2 pkt 3 i art. 91, ust. 3 pkt 1 i 2 Ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami) z kontekstu całego Rozdziału 14 ww. Ustawy opisującego okres próbny i na tej podstawie, w oderwaniu od pozostałych zapisów, formułować tak jednoznacznych wniosków.
Brzmienie całego Rozdziału 14 Ustawy o kierujących pojazdami, jak i aktów wykonawczych w tym zakresie, pozwala bowiem wysnuć wniosek, że okres próbny będzie dotyczył wyłącznie kierujących pojazdami kat. B prawa jazdy i uzyskanych przez nich uprawnień tej dokładnie (B) kategorii. Wydaje się, że zamysł Ustawodawcy jest tutaj jasny i nie widać powodów do innych interpretacji.
W żadnym razie nie określałbym więc przepisów Rozdziału 14 jako „absurdalnych” i nie straszyłbym obowiązkiem naklejania zielonego listka na motocykl czy zakazem prowadzenia motoroweru w okresie próbnym.
Adam Goss
Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (fragment)
Rozdział 14. Okres próbny*)
Art. 91. 1. Okres próbny dla osoby, która po raz pierwszy uzyskała prawo jazdy kategorii B, trwa 2 lata, począwszy od dnia, w którym został jej wydany ten dokument.
2. W okresie próbnym kierowca jest obowiązany:
1) odbyć między 4 a 8 miesiącem, licząc od dnia otrzymania prawa jazdy:
a) kurs dokształcający w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego,
b) praktyczne szkolenie w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym;
2) przedstawić staroście zaświadczenia o ukończeniu szkolenia i kursu, o których mowa w pkt 1, przed upływem 8 miesiąca, licząc od dnia otrzymania prawa jazdy;
3) kierować wyłącznie pojazdem samochodowym oznakowanym z tyłu i z przodu okrągłą nalepką barwy białej z zielonym symbolem liścia klonowego - przez pierwsze 8 miesięcy tego okresu.
3. W okresie próbnym, przed upływem 8 miesiąca, licząc od dnia otrzymania prawa jazdy, kierującemu pojazdem zabrania się:
1) przekraczania prędkości 50 km/h na obszarze zabudowanym, 80 km/h poza obszarem zabudowanym oraz 100 km/h na autostradzie i drodze ekspresowej dwujezdniowej;
2) kierowania pojazdem nieoznakowanym w sposób, o którym mowa w ust. 2 pkt 3;
3) podejmowania pracy zarobkowej w charakterze kierowcy pojazdu określonego w prawie jazdy kategorii B;
4) osobistego wykonywania działalności gospodarczej polegającej na kierowaniu pojazdem określonym dla prawa jazdy kategorii B.
4. Przepis ust. 3 pkt 3 i 4 nie dotyczy osób, które uzyskały kwalifikację wstępną lub kwalifikację wstępną przyśpieszoną, określonych w przepisach rozdziału 7a ustawy z dnia 6 września 2001 r. o transporcie drogowym.
5. Przepis ust. 1 stosuje się odpowiednio do osób, które uzyskały prawo jazdy kategorii B:
1) po uprzednim cofnięciu uprawnienia do kierowania pojazdami w trybie art. 103 ust. 1 pkt 2 lub 3;
2) w trybie określonym w art. 14, w przypadku gdy:
a) wydanie polskiego prawa jazdy nastąpiło w okresie krótszym niż 2 lata od dnia wydania zagranicznego prawa jazdy, począwszy od tego dnia,
b) ustalenie dnia wydania zagranicznego prawa jazdy nie jest możliwe, począwszy od dnia wydania polskiego prawa jazdy.
Art. 92. 1. Starosta wydaje decyzję administracyjną o przedłużeniu okresu próbnego:
1) o kolejne 2 lata, jeżeli w trakcie jego trwania kierowca popełnił dwa wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji stwierdzone w tym okresie mandatem karnym, prawomocnym wyrokiem sądu lub orzeczeniem organu orzekającego w sprawie o naruszenie w postępowaniu dyscyplinarnym;
2) o czas zatrzymania prawa jazdy w przypadku, o którym mowa w art. 102 ust. 1 pkt 3.
2. Administrator centralnej ewidencji kierowców przekazuje niezwłocznie staroście informację o popełnieniu przez kierowcę dwóch wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji stwierdzonych w tym okresie mandatami karnymi lub prawomocnymi wyrokami sądów, będących podstawą przedłużenia okresu próbnego.
3. Starosta przesyła niezwłocznie informację o popełnieniu przez kierowcę dwóch wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji stwierdzonych w tym okresie mandatami karnymi lub prawomocnymi wyrokami sądów, podając datę oraz termin przedłużenia okresu próbnego:
1) kierowcy;
2) administratorowi centralnej ewidencji kierowców.
4. Przez wykroczenia, o których mowa w ust. 1 pkt 1, rozumie się czyny popełnione przez kierującego pojazdem silnikowym lub motorowerem określone w:
1) art. 86 § 1 lub 2, art. 87 § 1, art. 92a w przypadku niestosowania się do ograniczenia prędkości i jej przekroczenia o ponad 30 km/h lub art. 98 ustawy z dnia 20 maja 1971 r. – Kodeks wykroczeń (Dz. U. z 2015 r. poz. 1094, 1485, 1634 i 1707);
2) art. 90, art. 92 § 1 lub 2 lub art. 97 ustawy z dnia 20 maja 1971 r. – Kodeks wykroczeń, w związku z niestosowaniem się odpowiednio do:
a) art. 24 ust. 5, 7 lub 11 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym lub znaków drogowych zabraniających wyprzedzania,
b) art. 25 ust. 1-3 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym lub znaków drogowych regulujących pierwszeństwo przejazdu, sygnałów świetlnych zakazujących wjazdu za sygnalizator lub poleceń i sygnałów dawanych przez osoby kierujące ruchem lub uprawnione do jego kontroli, lub
c) art. 26 ust. 1-3 i 7, art. 27 ust. 1, 1a i 4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym.
Art. 93. 1. Kurs dokształcający w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego, o którym mowa w art. 91 ust. 2 pkt 1 lit. a, prowadzi wojewódzki ośrodek ruchu drogowego.
2. Kurs dokształcający w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego jest prowadzony w formie zajęć o charakterze teoretycznym, trwających 2 godziny, i obejmuje w szczególności przedstawienie:
1) czynników mających wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego;
2) problematyki wypadków drogowych;
3) psychologicznych aspektów kierowania pojazdem i uczestnictwa w ruchu drogowym.
3. Wojewódzki ośrodek ruchu drogowego wydaje zaświadczenie o ukończeniu kursu kierowcy, który uczestniczył we wszystkich przewidzianych w programie zajęciach.
4. Kurs dokształcający w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego jest prowadzony za opłatą.
5. Opłata, o której mowa w ust. 4, stanowi przychód wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego.
Art. 94. 1. Praktyczne szkolenie w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym, o którym mowa w art. 91 ust. 2 pkt 1 lit. b, prowadzi odpłatnie ośrodek doskonalenia techniki jazdy.
2. Praktyczne szkolenie w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym jest przeprowadzane w formie ćwiczeń praktycznych, trwających 1 godzinę, i ma na celu:
1) uświadomienie niebezpieczeństw wynikających z nadmiernej i niedostosowanej do warunków ruchu prędkości;
2) kształtowanie postawy defensywnej u osoby szkolonej.
3. Ośrodek doskonalenia techniki jazdy wydaje zaświadczenie o ukończeniu szkolenia kierowcy, który uczestniczył we wszystkich przewidzianych w programie zajęciach.
Art. 95. 1. Minister właściwy do spraw transportu określi, w drodze rozporządzenia:
1) szczegółowe programy:
a) kursu dokształcającego w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego,
b) praktycznego szkolenia w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym;
2) wzory dokumentów związanych z przeprowadzaniem szkolenia i kursu, o których mowa w pkt 1, a w szczególności wzory zaświadczeń o ich ukończeniu;
3) wysokość opłaty za kurs dokształcający w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego, przy czym jej wysokość nie może przekroczyć 100 zł;
4) wysokość opłaty za praktyczne szkolenie w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym, przy czym jej wysokość nie może przekroczyć 200 zł.
2. W rozporządzeniu, o którym mowa w ust. 1, należy uwzględnić:
1) okoliczności, przyczyny wypadków drogowych i ich konsekwencje oraz konieczność przeciwdziałania wypadkom drogowym;
2) potrzebę ujednolicenia dokumentów stosowanych w związku z przeprowadzaniem szkolenia i kursu;
3) koszty rzeczowe i osobowe związane z przeprowadzaniem zajęć.
*) Przepisy wchodzą w życie z dniem 4 czerwca 2018 r.
Komentuj →
27 stycznia 2018 |
0
Maciej Wroński, prawnik, prezes Związku Pracodawców TLP, przewodniczący Towarzystwa Trzeźwości Transportowców, członek zarządu stowarzyszenia “Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego, publicysta (fot. J. Michasiewicz)
Z dość dużym rozbawieniem śledzę od kilku lat pojawiające się w przestrzeni publicznej postulaty mające rzekomo służyć poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Do takiej kategorii śmiesznych inicjatyw zaliczam też, zawarty w skierowanym do Ministra Zdrowia zapytaniu Pani Poseł postulat wprowadzenia corocznych badań okulistycznych kierowców. Normalnie należałoby pominąć milczeniem takie i podobne pomysły, bo szkoda czasu i energii. Zważywszy jednak, że w tym przypadku z inicjatywą wychodzi przedstawiciel Narodu, pobierający z naszych pieniędzy całkiem niezłe apanaże, pozwolę sobie na analizę zapytania Pani Poseł.
W swoim wystąpieniu Pani Poseł stawia tezę: "okres zimowy to czas zwiększonego ryzyka wypadków drogowych, a ponad 66% polskich kierowców po 40. roku życia nie ma pojęcia, że posiada wadę wzroku lub nosi okulary o nieprawidłowej korelacji. Statystyki pokazują, że co czwarty Polak stanowi zagrożenie dla siebie oraz pozostałych uczestników ruchu drogowego". I tu można zadać sobie pytanie, skąd posłanka czerpie swoją wiedzę? Czy jest ona oparta na faktach, czy - jak to ostatnio jest coraz bardziej powszechne - na subiektywnych poglądach lub wyobrażeniach o otaczającej rzeczywistości?
Niestety poseł bazuje na poglądach i wyobrażeniach. Statystyki wypadków wyraźnie pokazują, że ryzyko wypadku drogowego jest w ciągu roku najniższe właśnie w zimie, w miesiącach od początku stycznia do końca marca. Tak naprawdę najwyższe zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego ma miejsce w warunkach dużo lepszej widoczności niż zimowa - od początku czerwca do końca października. Takie są fakty, z którymi pani poseł się niestety rozmija. A wystarczyło wejść na stronę Komendy Głównej Policji i sprawdzić zamieszczone tamże dane. Jeżeli samemu nie ma się na to czasu, to przecież każdy poseł dostaje z naszych podatków środki na utrzymanie biura i współpracowników. To oni mogliby każdorazowo odrabiać lekcję za swoich szefów.
Niestety nie znam, choć staram się dużo czytać, badań pokazujących, iż 66% kierowców po 40 roku życia nie ma pojęcia o posiadanych wadach wzroku. Nie znam także badań wskazujących, znaczna część z tych osób z tego powodu stanowi realne zagrożenie na drogach. Natomiast znam statystyki pokazujące, że osoby szczególnie narażone na pogorszenie wzroku, czyli osoby z kategorii 40+ są bezpieczniejsze na drogach od osób młodszych. Wskaźnik sprawców wypadków na tle populacji dla kierowcy w wieku 40-59 wynosi 7,3, dla kierowcy w wieku 60+ wynosi 4,9. Z kolei dla młodszych, nie zagrożonych ukrytymi wadami wzroku wskaźniki te są dużo wyższe i wynoszą dla grup wiekowych 18-24 lat i 25-39 lat odpowiednio 18,4 i 10,4.
I tyle w temacie merytorycznego uzasadnienia wniosku posłanki. Teraz warto poznać skutki społeczne, gdyby zrealizowano postulat zawarty w zapytaniu. Przyjmując ostrożnie liczbę aktywnych kierowców w Polsce na około 15 milionów osób, a także biorąc pod uwagę obecny koszt badań lekarskich wynoszący 200 złotych, łatwo możemy przeliczyć, iż corocznie społeczeństwo byłoby obciążone kwotą 3 miliardów złotych. Czy to dużo, czy mało osądźcie sami. I przy okazji odpowiedzcie na sobie pytanie, czy te 3 miliardy złotych zainwestowane na przykład w przebudowę miejsc koncentracji wypadków lub w inne podobne inicjatywy nie ocaliłoby znacznie więcej osób na naszych drogach.
Warto przy tym zauważyć, że w Polsce mamy zaledwie 4 614 aktywnych zawodowo okulistów. Gdyby ta propozycja została przyjęta do realizacji, to każdy z nich corocznie połowę swojego czasu pracy musiałby poświęcić wyłącznie badaniu kierowców. Jest faktem, że byłoby to opłacalne, gdyż corocznie na każdego aktywnego zawodowo okulistę przypadałoby ponad 650 tysięcy złotych z tytułu opłat za badanie. To tyle jeśli chodzi o pieniądze. Natomiast skutki dla naszej służby zdrowia, w której permanentnie brakuje lekarzy specjalistów jak się wydaje byłyby opłakane, a kolejki do okulistów wydłużyły by się o co najmniej kilka, jeżeli nie kilkanaście miesięcy.
Po wprowadzeniu takiej inicjatywy raczej oddalilibyśmy się od Europy, gdzie nikomu nawet na myśli nie przyszło wdrażać takie i podobne rozwiązania. Natomiast zbliżylibyśmy się bardzo do niektórych państw powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego, gdzie jest bardzo duży nacisk na badania lekarskie. Jako ciekawostkę można tu podać, iż u co najmniej dwóch naszych wschodnich sąsiadów jeszcze do niedawna obowiązywały przepisy nakazujące codzienne badanie kierowcy przez lekarza przed jego wyjazdem w trasę. Karteczkę podbitą przez pracownika służby zdrowia kontrolowały służby ruchu drogowego. I co z tego wynikało? Nic. A poziom bezpieczeństwa był i jest w tych państwach kilkukrotnie niższy niż w innych państwach Europy.
Mając to wszystko na uwadze, można sobie zadać pytanie jaki jest cel takich inicjatyw? Mam nadzieję, że tym celem było tylko zwrócenie na siebie uwagi. Jeśli tak, to cel został osiągnięty!
Maciej Wroński
Komentuj →
26 stycznia 2018 |
0
Tomasz Kulik, instruktor nauki jazdy, techniki jazdy, były kierowca JW GROM (fot. Jolanta Michasiewicz)
Pytanie: Kochana Redakcjo! Piszę w nawiązaniu do artykułu pt. „Prędkości okresu próbnego” (25.1.2018), jaki ukazał się pod linkiem: https://www.prawodrogowe.pl/informacje/news-tygodnia/predkosci-okresu-probnego W zeszłym roku uzyskałam prawo jazdy kategorii A1 i staram się nie przekraczać prędkości dopuszczalnych wyrażonych znakami i przepisami. Po Trasie Siekierkowskiej w Warszawie poruszam się z dozwoloną znakiem prędkością 80 km/h (jest to obszar zabudowany - przyp. red.). Jesienią tego roku będę się starać o prawo jazdy kategorii B, więc będę przez pewien czas kierowcą w okresie próbnym. Czy w tym czasie, kierując motocyklem, obowiązuje mnie ograniczenie do 50 km/h w obszarze zabudowanym, 80 poza zabudowanym i 100 na autostradzie, tylko gdy kieruję autem, czy także gdy kieruję motocyklem? Ania z Warszawy
Odpowiada Tomasz Kulik (instruktor nauki jazdy, techniki jazdy, były kierowca JW. GROM): Przepisy traktujące o okresie próbnym są napisane absurdalnie, bez przemyślenia skutków jakie za sobą niosą.
Przepis art. 91.2.3 mówi wyraźnie, że kierowca w okresie próbnym jest obowiązany kierować wyłącznie pojazdem samochodowym oznakowanym z tyłu i z przodu okrągłą nalepką barwy białej z zielonym symbolem liścia klonowego - przez pierwsze 8 miesięcy tego okresu. Ponieważ motocykl jest pojazdem samochodowym, to osoba objęta okresem próbnym ma obowiązek nakleić "listek" też na motocyklu, choć dotychczas nie musiała, dopóki nie uzyskała prawa jazdy kategorii B. Osoba w okresie próbnym przez osiem miesięcy od dnia otrzymania prawa jazdy nie może też kierować motorowerem, bo nie jest to pojazd samochodowy ani nawet silnikowy. Czyż nie absurd? Tak, absurd, ale prawnicy mawiają: dura lex sed lex (twarde prawo, ale prawo).
Idąc dalej po przepisach ustawy o kierujących pojazdami napotykamy przepis w art. 91.3, który brzmi: W okresie próbnym, przed upływem 8 miesiąca, licząc od dnia otrzymania prawa jazdy, kierującemu pojazdem zabrania się:
1) przekraczania prędkości 50 km/h na obszarze zabudowanym, 80 km/h poza obszarem zabudowanym oraz 100 km/h na autostradzie i drodze ekspresowej dwujezdniowej;
2) kierowania pojazdem nieoznakowanym w sposób, o którym mowa w ust. 2 pkt 3; (...)
Zatem wyraźnie mamy napisane, że "listek" być musi (także na motocyklu), a powyższe ograniczenia prędkości będą dotyczyły panią Anię także gdy będzie kierować motocyklem, przez pierwsze osiem miesięcy od odebrania prawa jazdy kategorii B.
Tomasz Kulik, instruktor nauki jazdy, techniki jazdy, były kierowca JW GROM
Szanowni Czytelnicy, pytajcie - odpowiemy. Piszcie: e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl
Komentuj →
22 stycznia 2018 |
0
Monika Folwarczny, instruktor i wykładowca nauki jazdy kat. B, wykładowca i tłumacz biegły języka migowego, prezes Fundacji PL zajmującej się bezpieczeństwem ruchu drogowego wśród niesłyszących, właściciel Ośrodka Szkolenia JASTRZĄB w Jastrzębiu-Zdroju (fot. ze zbiorów autorki)
Czy w Polsce osoby niesłyszące i słabosłyszące mogą posiadać uprawnienia do kierowania pojazdami? Mogą i nie mogą... Według prawa mogą ubiegać się o uprawnienia kat. A i B, tylko jak to zrobić… jak to jest wygląda obecnie… jak mogłoby/powinno wyglądać…
Poprzednio poruszyłam kwestie dotyczące przygotowania się niesłyszących kandydatów na kierowców do rozpoczęcia kursu nauki jazdy. Kolejny temat to szkolenie takich kandydatów – przybliżę go Państwu opisując własne doświadczenia.
Po przepracowaniu pierwszego roku jako instruktor nauki jazdy podjęłam się szkolenia grupy osób niesłyszących. Proszę sobie wyobrazić: ja – nieznająca języka migowego, osoba głucha za kierownicą i tłumacz siedzący z tyłu pojazdu! To było bardzo cenne doświadczenie i de facto napęd do dalszego działania, ale po tym co wtedy przeszliśmy nikt mi nie wmówi, że można z dobrym skutkiem szkolić, kiedy nie jest możliwa komunikacja. A niestety są instruktorzy przekonani, że znajomość języka migowego podczas jazd z niesłyszącymi nie jest potrzebna (ciekawe który z nich przeszkoliłby osobę słyszącą nie mówiąc do niej nic przez cały kurs). Jeżeli chodzi o mnie, to już w czasie pracy z pierwszą grupą podjęłam się nauki języka migowego, i nie wyobrażam sobie inaczej pracy wykładowcy i instruktora niż znając język osoby szkolonej. Przecież zadaniem instruktora jest nie tylko wydawanie poleceń, ale również odpowiadanie na pytania kursanta, więc co w sytuacji kiedy nie rozumiemy o co nas pyta.
Fałszem jest, że osoby niesłyszące:
- potrafią wszystko odczytać z ruchu ust, a zwłaszcza kiedy stykają się z nieznanymi dotąd pojęciami,
- czytają ze zrozumieniem treści pisane – i nie chodzi tu o to, że nie znają słów, tylko o gramatykę języka polskiego mówionego, która różni się od gramatyki języka (również polskiego) migowego,
- posiadające aparat słuchowy lub implant ślimakowy zawsze dobrze słyszą i rozumieją mowę.
Czasami uczestnikami moich kursów są niesłyszący, którzy kiedyś odbywali już kurs nauki jazdy i podkreślają, że nawet jeżeli był tam tłumacz języka migowego to nie było to dla nich zrozumiałe w takim stopniu jak informacje w języku migowym podane bezpośrednio przez instruktora. Potwierdza to bardzo dobra zdawalność po takich właśnie szkoleniach – niesłyszący uczestnicy moich kursów prowadzonych w języku migowym najczęściej zdają za PIERWSZYM RAZEM. I mam tu na myśli nie tylko praktykę, ale również teorię, która jak wiemy potrafi sprawić ogromne trudności nawet słyszącym. Niestety problemem na dzień dzisiejszy są materiały szkoleniowe dla tej grupy kursantów, a raczej ich brak, którego może nie odczuwają moi kursanci (mając dostęp do kursów w języku migowym), ale co z niesłyszącymi z innych rejonów Polski? Już teraz zajmuję się tym nie tylko na terenie Śląska, ale również w Warszawie i Krakowie, gdzie na szczęście są już instruktorzy podejmujący działania w kierunku komunikacji niewerbalnej. Ale to nadal za mało, dlatego zachęcam do współpracy.
Dodam jeszcze, że obecnie jesteśmy na etapie tworzenia materiałów szkoleniowych z zakresu nauki jazdy i bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polskim Języku Migowym, co ułatwi nie tylko naukę osobom niesłyszącym ale i nauczanie instruktorom, a przede wszystkim wykładowcom.
Monika Folwarczny
Komentuj →
21 stycznia 2018 |
0
(fot. Renault)
Rozpoczął się okres ferii zimowych, a tym samym rodzinnych wyjazdów na narty. Jeżeli taka podróż ma odbyć się samochodem, warto zastanowić się nad sposobem przetransportowania nart, a także przygotować się do jazdy po stromym i zaśnieżonym terenie. Jeżeli wybieramy się za granicę, najlepiej sprawdzić obowiązujące przepisy dotyczące np. wymogu posiadania opon zimowych czy łańcuchów przeciwśniegowych.
Jak przewozić narty? Transport nart bywa kłopotliwy ze względu na ich wymiary. Z całą pewnością niebezpieczne jest przewożenie ich we wnętrzu pojazdu luzem, poza tym w przypadku, gdy autem podróżuje cała rodzina, może się to okazać bardzo niewygodne lub zupełnie niemożliwe. Dlatego najlepiej zaopatrzyć się w bagażnik dachowy, tzw. skiboks. W plastikowych pojemnikach umieszczanych na dachu można przewieźć nie tylko narty, lecz także kijki, buty i stroje narciarskie. Przed zapakowaniem sprzętu warto jednak sprawdzić, jaka jest dozwolona masa załadunku wskazana przez producenta.
Zimowe opony to konieczność. Choć w Polsce nie ma obowiązku stosowania opon zimowych, względy bezpieczeństwa przemawiają za tym, by z nich korzystać, a w sytuacji, gdy droga pokryta jest śniegiem czy lodem, rezygnacja z nich byłaby już bardzo nierozsądna – mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault. W przypadku wyjazdu za granicę należy pamiętać, że w wielu krajach prawo mówi o obowiązku jazdy na zimowych oponach w konkretnych okresach roku i za brak takiego wyposażenia można otrzymać mandat.
Łańcuchy przeciwśniegowe – dlaczego warto i jak ich używać? Gdy wybieramy się w góry, rozsądnym rozwiązaniem jest zakup łańcuchów przeciwśniegowych. Zarówno w Polsce, jak i w innych europejskich państwach istnieją miejsca, gdzie korzystanie z takiego sprzętu jest obowiązkowe w przypadku ośnieżenia jezdni. W naszym kraju jest to konieczne na odcinkach drogi oznaczonych znakiem C-18. Poza tym zimą warunki jazdy w górach są nieprzewidywalne i dlatego lepiej być przygotowanym na to, że droga, którą się poruszamy, będzie przysypana śniegiem.
Jak używać łańcuchów? – Łańcuchy przeciwśniegowe zakłada się przynajmniej na dwa koła napędowe – nie zaszkodzi wcześniej przećwiczyć tę czynność. W przypadku kół z napędem 4x4 najlepiej założyć je na wszystkie koła, a przynajmniej na dwa przednie. Rozmiar łańcuchów należy dostosować do wymiaru koła. Podczas zakupu warto też pamiętać, że najlepsze łańcuchy to te, których ogniwa mają ostre krawędzie, wrzynające się w śnieg lub lód – mówią trenerzy Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault.
Jadąc w łańcuchach przeciwśniegowych nie wolno przekraczać zalecanej przez producenta maksymalnej prędkości jazdy (zwykle ok. 40--50 km/h) oraz dobrać taką prędkość, która pozwala panować nad pojazdem. Trzeba też unikać gwałtowanego przyspieszania i hamowania. Łańcuchy należy zdjąć, kiedy zjedziemy z powrotem na asfaltową nawierzchnię, ponieważ jazda po asfalcie z łańcuchami na kołach skutkuje niszczeniem nawierzchni, opon i samych łańcuchów.
Co jeszcze sprawdzić? W przypadku wyjazdu w Alpy lub inne góry położone poza granicami Polski warto upewnić się, jakie przepisy obowiązują w krajach, przez które będziemy przejeżdżać. Należy zwrócić uwagę szczególnie na ograniczenia prędkości (przykładowo na autostradach w wielu europejskich państwach wynosi ono 130 km/h, choć limit w Polsce to 140 km/h) oraz obowiązkowe wyposażenie. Teoretycznie kierowców aut zarejestrowanych w Polsce nawet za granicą nie dotyczy wymóg posiadania apteczki czy kamizelki odblaskowej, ale w praktyce dostosowanie się do przepisów panujących w danym państwie może zaoszczędzić trudnych dyskusji z miejscową policją.
Poza tym przed każdą dłuższą podróżą należy upewnić się, czy auto jest w pełni sprawne, m.in. skontrolować światła, akumulator, ciśnienie w oponach. Dzięki temu wyjazd powinien obyć się bez niespodziewanych kłopotów. (Szkoła Bezpiecznej Jazdy Renault)
Komentuj →
19 stycznia 2018 |
0
(fot. Grupa IMAGE)
Pytanie Czytelnika tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS. Dzień dobry, mam wątpliwości. Proszę o pomoc. Kilkanaście lat temu dokładnie w 2001, spowodowałem wypadek drogowy pod wpływem alkoholu. Kara, 1 rok bezwzględnego, zawieszona na 3 lata, 5 lat bez prawo jazdy. Życie toczy się dalej, skończyłem studia, założyłem rodzinę, mam prawo jazdy aktualnie na wszystkie możliwe kategorie (pracuje jako kierowca ciężarówki). Interesuje się transportem, logistyka itd. Przechodząc kursy dla kierowców, zauważyłem, że posiadam osobiste predyspozycje do bycia jednym z instruktorów nauki jazdy. Czy to co się wydarzyło u mnie w młodości tj. wypadek, może wpłynąć na uzyskanie tytułu Instruktora? Moja kartoteka niekaralności jest czysta. Błąd z młodości chyba nie może przekreślić mojego życia na zawsze. Poproszę o odpowiedź, pomoc, gdyż chciałbym, z czystym sumieniem, przystąpić do kursu na instruktora, albo też nie :( Czytelnik.
Odpowiada Jan Szumiał (instruktor nauki jazdy, przedsiębiorca, autor wielu publikacji). Zgodnie art. 33 ust. 1 pkt 8 lit a ustawy o kierujących pojazdami, instruktorem może być osoba, która nie była skazana prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji. Z treści załączonego pisma wynika, ze Pan Robert spowodował wypadek drogowy pod wpływem alkoholu w 2001 za co poniósł odpowiednie sankcje karne. Jak twierdzi Czytelnik, jego kartoteka jest "czysta", to oznacza, że nastąpiło zatarcie tego skazania. Zgodnie z art. 106 kodeksu karnego, z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe; wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych. W razie skazania na karę pozbawienia wolności wymienioną w art. 32 pkt 3 lub karę 25 lat pozbawienia wolności, zatarcie skazania następuje z mocy prawa z upływem 10 lat od wykonania lub darowania kary albo od przedawnienia jej wykonania.
Biorąc pod uwagę powyższe, osoba u której nastąpiło zatarcie skazania, może ubiegać się o uprawnienia instruktora nauki jazdy, ponieważ nie figuruje w rejestrze osób skazanych za przestępstwo przeciwko komunikacji.
Każdy przyszły instruktor nauki jazdy powinien - zanim podejmie ostateczną decyzję - pamiętać, iż jest to zawód bardzo trudny i szczególnie niebezpieczny. Przykładem mogą być, niestety śmiertelne, wypadki drogowe z udziałem pojazdów szkoleniowych, które wydarzyły się w ciągu ostatniego miesiąca.
Polecam także Pana uwadze lekturę Kodeksu Etycznego Instruktora i Wykładowcy. Jego autorzy, osoby wykonujące zawód instruktora, potrzebę jego uchwalenia uzasadniali następująco: „Etyka ma szczególne znaczenie w zawodach, od których zależy los poszczególnych ludzi, grup zawodowych i społeczeństwa. Od dawna stawia się wysokie wymagania lekarzom, prawnikom, nauczycielom. Zawody te dysponują skodyfikowanym systemem norm etycznych, jak np. Kodeks Etyki Lekarskiej czy Karta Nauczyciela. Instruktor nauki jazdy znajduje się pod ustawiczną kontrolą społeczną. Każde jego potknięcie jest natychmiast dostrzegane i oceniane”.
Instruktor nauki jazdy musi właściwie rozumieć znaczenie słowa „ODPOWIEDZIALNOSĆ”. I zawsze pamiętać o swojej szczególnej odpowiedzialności.
Pozdrawiam. Jan Szumiał
Jan Szumiał, instruktor, właściciel OSK - Praska Auto Szkoła w Warszawie, członek PFSSK, prezes Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia z siedzibą w Warszawie
Czekamy na Państwa wypowiedzi i pytania: e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl
Komentuj →
18 stycznia 2018 |
0
(fot. DINGO)
Nawigacja satelitarna ułatwia życie rzeszy kierowców, pozwalając bez problemu poruszać się po nieznanych rejonach. Z drugiej strony korzystanie z takiego sprzętu w czasie jazdy może być przyczyną zagrożenia na drodze. Z badań wynika, że kierowcy na obsługę nawigacji poświęcają ok. 5% czasu podróży*, co oznacza trzy minuty podczas godzinnej trasy. Tymczasem do 10-30% wypadków w Europie przyczynia się rozproszenie uwagi**. W dodatku nawigacja nie zawsze zapewnia prawidłowe wskazówki. Jak mądrze używać tego rodzaju urządzeń?
Większość kierowców zdążyła się już przyzwyczaić do zalet korzystania z nawigacji satelitarnej – obecnie nie potrzeba do tego nawet specjalnego urządzenia, wystarczy smartfon z dostępem do Internetu i odpowiednią aplikacją. Dzięki temu nie trzeba już poświęcać czasu na planowanie trasy przed podróżą, a w jej trakcie – zerkać na mapę, co mogło prowadzić do ryzykownych sytuacji.
Tylko czy korzystanie z nawigacji zawsze jest bezpieczne? Badania wykazały, że jeśli kierowcy decydują się na jej używanie, poświęcają na to ok. 5% czasu podróży*. Mogłoby się wydawać, że to raczej niewiele, jednak w praktyce oznacza to, że w przypadku godzinnej podróży kierowca przez trzy minuty zajmuje się obsługą urządzenia, a jeśli robi to w czasie jazdy, nie jest w pełni skoncentrowany na tym, co dzieje się na drodze. Niestety, trzy minuty to wystarczająco dużo czasu, by spowodować realne zagrożenie.
Jak prawidłowo korzystać z nawigacji? Przede wszystkim nie należy obsługiwać żadnego sprzętu elektronicznego w czasie jazdy. Gdy pojazd jest w ruchu, kierowca nie powinien zajmować się wpisywaniem adresu do nawigacji czy modyfikacją zaplanowanej trasy. Może to zrobić pasażer, jeśli zaś nie ma takiej możliwości, a konieczna jest zmiana ustawień urządzenia, trzeba najpierw zatrzymać auto w bezpiecznym miejscu – mówią trenerzy Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault.
Z korzystaniem z nawigacji wiąże się jeszcze jedno zagrożenie – nawet jeśli używa się jej poprawnie, urządzenie czasem wprowadza kierowcę w błąd. Jeżeli mapa nie została zaktualizowana, a w organizacji ruchu wprowadzono zmiany, nawigacja może podpowiedzieć kierowcy zjazd albo skręt w nieodpowiednim miejscu, co bywa niezwykle ryzykowne. W skrajnych przypadkach może nawet skończyć się jazdą pod prąd albo po remontowanym odcinku drogi. Dlatego nie należy ślepo podążać za wskazówkami urządzenia.
Korzystanie z nawigacji satelitarnej nie zwalnia kierowcy z myślenia. Podczas prowadzenia pojazdu należy kierować się przede wszystkim znakami drogowymi, a do podpowiedzi zapewnianych przez elektroniczny sprzęt podchodzić z rozsądkiem – przestrzega Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault. (SBJ RENAULT)
* The use of navigation systems in naturalistic driving,
Knapper A., Van Nes N., Christoph M., Hagenzieker M., Brookhuis K., 2016.
** Study on good practices for reducing road safety risks caused by road user distractions,
Dyrekcja Generalna ds. Mobilności i Transportu Komisji Europejskiej, 2015.
Komentuj →
18 stycznia 2018 |
0
Aspekt niewiedzy co do czasu spalania alkoholu. Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało właśnie na interpelację w sprawie informowania kierowców o czasie spalania alkoholu (interpelacja nr 17916. Poseł Wojciech Król zaadresował do ministra zdrowia dwa pytania: czy planowane są, i jakie, działania mające na celu edukację kierowców w zakresie czasu jaki potrzebuje organizm, aby wydalić alkohol? oraz o możliwość zobowiązania producentów alkoholu do umieszczania na butelkach odpowiednich etykiet, które będą informowały o przybliżonym czasie spalania alkoholu przez organizm, czy też przestrzegały przed przedwczesnym kierowaniem pojazdami mechanicznymi? Poseł przywołał statystyki, które wskazują, iż ponad 78% nietrzeźwych kierowców to osoby, które spożyły alkohol dzień wcześniej. I dalej wskazuje: - W znacznej ilości powyższych przypadków działanie to wynika z niewiedzy co do czasu niezbędnego do wydalenie alkoholu z organizmu. Brak świadomości w tym zakresie prowadzi do sytuacji, w których, często nieświadomie, narażane jest ludzkie zdrowie i życie. W związku z powyższym słusznym wydaje się być postulat, aby zwrócić uwagę kierowców na problem związany z przybliżonym czasem spalania alkoholu. Aspekt ten we wszystkich dotychczasowych kampaniach dotyczących jazdy pod wpływem alkoholu zdawał się być pomijany.
Co resort zdrowia o podejmowanych działaniach w zakresie świadomości kierowców. Odpowiedzi udzielił podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Zbigniew Józef Król. Informując o podejmowanych działaniach. - W zakresie podniesienia świadomości społeczeństwa, a przede wszystkim kierowców pojazdów, w 2014 r. na zlecenie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA), będącej jednostką podległą Ministrowi Zdrowia, została przeprowadzona kampania informacyjno-edukacyjna pod hasłem Powstrzymaj pijanego kierowcę, której główną grupą odbiorców byli świadkowie próby jazdy po spożyciu alkoholu. Kampania charakteryzowała się tym, że przedstawiono w czasie jej trwania kilka możliwości reakcji mającej na celu powstrzymanie osoby od kierowania pojazdem po alkoholu. Dodatkowo przedmiotowa kampania przedstawiała skutki decyzji kierowcy o jeździe po użyciu alkoholu. Warto w tym miejscu wskazać, że w ramach omawianej kampanii powstała strona internetowa http://www.powstrzymaj.pl, na której znajdują się materiały edukacyjne, m. in. Przewodnik dla samorządów do realizacji działań z zakresu przeciwdziałania nietrzeźwości na drogach, zawierający konspekt programu profilaktyczno-edukacyjnego dotyczącego problematyki nietrzeźwych kierowców do realizacji w szkołach nauki jazdy oraz filmy edukacyjne pomagające promować asertywną postawę świadków, w efekcie której osoby nietrzeźwe rezygnują z prowadzenia pojazdu.
Starania w obszarze zmiany świadomości społecznej odnośnie szkód, które powoduje alkohol są prowadzone nieustannie i kierowane są do różnych grup społecznych. Obejmują one także edukację w zakresie wpływu alkoholu na organizm, w tym czas jego metabolizmu. Na uwagę zasługuje także fakt, że w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 4 sierpnia 2016 r. w sprawie Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016-2020 (Dz. U. 1492), zwanym dalej „NPZ”, wprowadzono Krajowy program profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych. W programie oprócz zadań z zakresu edukacji zdrowotnej i prowadzenia szeroko rozumianych działań informacyjno-edukacyjnych, w tym kampanii edukacyjnych, dotyczących ryzyka szkód wynikających ze spożywania alkoholu dla konsumentów i ich otoczenia znajduje się m. in. zadanie związane z reedukacją osób, które prowadziły pojazdy będąc pod wpływem alkoholu.
Co to jest Alko-kalko? Jak się dowiadujemy w ramach realizacji NPZ powstało narzędzie służące do nauki samodzielnego szacowania stężenia alkoholu w organizmie oraz określania przybliżonego czasu jego metabolizmu, pod nazwą Alko-kalko licznik trzeźwości. Uczy on świadomego podejścia do spożywania alkoholu przez osoby dorosłe. Licznik trzeźwości jest także rozpowszechniany zgodnie z zapotrzebowaniem wśród instytucji mających w swych zadaniach działania skierowane do osób kierujących pojazdami. W tym roku zaplanowano m. in. rozdysponowanie blisko 10 000 sztuk licznika trzeźwości do jednostek penitencjarnych i Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego realizujących programy korekcyjne dla kierowców zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu.
Działania profilaktyczne. Wiceminister Król, podsumowując swoje informacje i tym samym stanowisko resortu, wyraził przekonanie, że prowadzone i wdrażane wielotorowe liczne działania mające na celu profilaktykę i rozwiązywanie problemów alkoholowych, również z uwzględnieniem problematyki osób kierujących pojazdami pod wpływem alkoholu, przyniosą wymierne rezultaty.
I jeszcze sprawa napisów na opakowaniach. Tu resort nie prowadzi prac w zakresie wprowadzenia obligatoryjnego umieszczania na opakowaniach informacji przez producentów napojów alkoholowych, dotyczących czasu spalania alkoholu. Jednak zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 6 listopada 2003 r. w sprawie treści, wielkości, wzoru i sposobu umieszczania na reklamach piwa napisów informujących o szkodliwości spożywania alkoholu lub o zakazie sprzedaży alkoholu małoletnim (Dz. U. z 2003 r. Nr 199, poz. 1950) na reklamach piwa umieszczanych na słupach i tablicach reklamowych i innych stałych i ruchomych powierzchniach wykorzystywanych do reklamy umieszcza się jeden z dwóch napisów informujących o szkodliwości spożywania alkoholu, m.in. o treści: "1/2 litra piwa zawiera 25 gramów czystego alkoholu etylowego. Nawet taka ilość szkodzi zdrowiu kobiet w ciąży i jest niebezpieczna dla kierowców". (jm)
Komentuj →